lifestyle

Stacja cafe

 

To był jeden z takich dni gdy nie musiało się dziać nic złego, a i tak mój humor był jak to się popularnie mówi „zły”.  Nie pasowało mi wszystko łącznie z nie najgorszą pogodą. Męczył chwilowy brak apetytu i niekończące pragnienie kawy, spowodowane wiecznym niedosypianiem lub przesypianiem właśnie. I choć powszechnie wiadomo, że to od nas zależy nasz los, to właściwie nie chciało mi się nawet kompletnie nic robić by ten dzień naprowadzić na właściwe tory.
Walcząc z lenistwem i grymasem na twarzy wsiadłam mimo woli w pierwszy możliwy tramwaj i dojechałam do oazy, która zawsze przyprawiała mnie o uśmiech i spokój ducha. Można by rzec że znalazłam drogę do właściwej stacji, co w tym przypadku nabiera jednak głębszego znaczenia.  Była to bowiem poznańska Stacja cafe, miejsce którego zapach zawsze potrafię przywołać w myśli w ciągu sekundy, miejsce z którym wiąże się przynajmniej tysiąc moich wspomnień, miejsce, gdzie swój zalążek miał niejeden z moich genialnych życiowych pomysłów. To tam czekałam na moje być albo nie być – wyniki ustnych matur. To tam w stanie zupełnego zauroczenia utopiłam ukochany telefon w herbacie co nielogicznie rozbawiło mnie do łez. W końcu to tam udałam się na wiele nieskończenie pięknych randek. Jednak do  rzeczy.

 

Pamiętam, gdy pierwszy raz do niej trafiłam. To było jeszcze w czasach liceum. Była raczej jesień, albo i wiosna, nieważne, pamiętam natomiast że strasznie padał deszcz. Wraz ze znajomą szukałyśmy miejsca gdzie można wygodnie usiąść – a że jestem pod tym względem strasznie upierdliwa i kawiarnie bez miękkich, wygodnych foteli omijam z daleka, była to nie lada gratka. Stacja była wtedy jeszcze sporo mniejsza, o ile dobrze pamiętam było tam raptem 25 miejsc. Choć w Poznaniu dobrych kawiarni nie brakowało, to ta była i pozostała zupełnie inna. Istnieje pewien „kawiarniany trend” wedle którego powstają kolejne kultowe miejsca, ale nie potrafię wymienić żadnej poznańskiej kawiarni, która stworzyłaby podobny klimat do tego który tutaj panuje. Jeżeli miałabym porównywać miejsca do muzyki, to Stacja byłaby jazzem i nieśmiertelnym głosem Elli Fitzgerald, jej niezniszczalną wersją „blue skies”.

 

W karcie czyha na nas wiele zaskoczeń. Odnajdziemy tu takie perełki jak herbata z suszonym jogurtem, czy też „Mexican mango” o smaku mango z chilli z kwiatami kaktusa i skórkami granatów. Jest niekończący się wybór kaw (moim faworytem jest ta z syropem, malibu i bitą śmietaną), gęstych czekolad i zdecydowanie najlepszy grzaniec w mieście. Dużym atutem jest spory wybór piw – dostępna jest tu m.in. uwielbiana przez wielu Fortuna. Są ciasta i naleśniki z mąki gryczanej, słowem każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Ciemne ściany, wygodne fotele i wielkie, drewniane okna
tworzą unikalny klimat. Wystrój dopełniają porozwieszane instrumenty oraz
dające ciepłe światło latarnie. Choć przez środek kawiarni biegną tramwajowe
tory, to mam wrażenie że nikt stąd nie chce „odjeżdżać”. Dla tych którzy mają
wątpliwości – wisząca na ścianie tabliczka „KOŃCOWA STACJA”, daje poczucie że
jesteśmy w miejscu w którym właśnie powinniśmy być.  Choć cała moja opowieść brzmi z pewnością nieco
patetycznie, to na pewno każdy kto był w Stacji podziela moje zdanie. I
choć niejedna osoba pomyśli, że to pic na wodę, to po raz kolejny ta wizyta coś
we mnie zmieniła. I z pewnością zmieniła mój dzień na lepsze. Wam również polecam sprawdzić czy magia tego miejsca na Was zadziała!Stacja cafe
ul. Klasztorna 3
Poznań

Kontakt:
telefon: 509508049
facebook: stacja cafe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *