przepisy

Makaron podwójnie bazyliowy – z bazyliowym pesto i bazylią

 Był w moim życiu taki czas, że trzecim domem mym był pociąg. Przez blisko dwa lata spędziłam w nim średnio półtora do dwóch godzin dziennie, a i w późniejszym czasie byłam bardzo aktywnym pasażerem. W pociągu poznałam mnóstwo ludzi, przespałam niezliczone godziny, przeżyłam niejeden stres i niejedną przygodę.  Gdy tylko wyruszałam z Krakowa, stawałam się ulubienicą Ukraińców, którzy zawsze częstowali mnie wódką. Ukraińcy są zresztą moją wielką miłością, odwzajemnioną niebezpodstawnie. Z moich doświadczeń wynika, że lubią oni Polaków bardziej niż sami Polacy. Z kolei jadąc z Wielkopolski stawałam się przewodnikiem trasy. Co do minuty wiedziałam za ile będzie kolejna stacja i w jakim mniej więcej czasie zaskoczy nas kontrola biletów. Jechałam kiedyś z pewnym młodym narzeczeństwem, przylecieli z Anglii poznać nawzajem swoje rodziny, porozwozić zaproszenia na huczne wesele. Para jak domniemam nie znała się wcale. Ona ledwo pamiętała jego nazwisko, on dopiero opowiadał o swoich zainteresowaniach. Gdy przyszedł konduktor okazało się, że ów narzeczony kupił bilety ulgowe, na które jego wybranka była już niestety „za stara”, nota bene okazało się, że owego dnia miała kolejne urodziny, o czym również jej wybranek nie wiedział.  Innym razem trafiłam na niezbyt normalną, młodą kobietę która chodziła po przedziałach i rozdawała ludziom swoje pieniądze. Przez pewien czas ponad dwie i pół godziny trasy umilało mi towarzystwo wysiadającego we Wrocławiu młodego wojskowego, który zawsze jeździł na gapę i zasypywał mnie historiami, które z kolei doprowadzały mnie do histerycznego śmiechu. Takich sytuacji mogłabym wymieniać setki, a wszystkie te historie i znajomości nabierały szczególnego smaczku, właśnie dlatego że były to „relacje pociągowe”. Mam bowiem nieodparte wrażenie (czy Wy również tak macie?), że w pociągu stajemy się bystrymi obserwatorami i poznajemy się jakby „bardziej”. Wszystkie te wspomnienia nawiedziły mnie, bo od solidnych trzech miesięcy w pociągu mnie brakuje, więc dziś przy tej paskudnej pogodzie i pysznych czereśniach zbiera mnie na wspomnienia. Na rozgrzanie
domowego klimatu i poprawę odporności podaję przepis na makaron podwójnie bazyliowy, a więc taki i z pesto i z bazylią – choć normalnie nigdy nie łączę pesto i bazylii (bo po co?!), jednak w tym przypadku każda próba pominięcia
jednego ze składników kończy się klapą.

 

Makaron podwójnie bazyliowy – porcja dla jednej osoby


-dwie duże garście makaronu penne
-dwie garście liści świeżej bazylii
-łyżka bazyliowego pesto
-50ml śmietany 18%
-ząbek czosnku (jeden, żeby nie zabić innych smaków, nawet
jeśli tak jak ja uwielbiacie czosnek)
-garść startego parmezanu do posypania
-garść podprażonych orzeszków pinii
-kropla oliwy do podsmażenia czosnku
1. W lekko przesolonej wodzie gotujemy makaron al dente.
2. Czosnek obieramy, zgniatamy i podsmażamy na oliwie.
3. Bazylię bardzo drobno kroimy, mieszamy z pesto i zalewamy
śmietaną.
4. Przygotowaną „papką” zalewamy podsmażony czosnek.
5. Gdy całość jest już podgrzana dodajemy makaron, mieszamy.
6. Ściągamy z gazu, posypujemy startym parmezanem i orzeszkami
pinii.
7. Całość zjadamy w iście błyskawicznym tempie.

Ps. Wiem, że brakuje zdjęć makaronu, ale kiepsko ustawiłam aparat, a gdy zrozumiałam w czym tkwi błąd makaronu już dawno nie było 🙂

5 thoughts on “Makaron podwójnie bazyliowy – z bazyliowym pesto i bazylią

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *