boks

Bazyliowy Mus vs Mateusz Masternak – o boksie i nie tylko

Choć nie ma w życiu lekko, zawsze doszukuje się pozytywów. Wychowany na wsi z dziesięciorgiem rodzeństwa, zamiast narzekać, podkreśla, że zaszczepiło to w nim gen rywalizacji. Bywało, że nie miał gdzie się podziać i sypiał w klubie, ale zamiast się żalić, doceniał, że przynajmniej „był blisko sali, a treningi były wtedy najważniejsze”. W walce z Mullerem został skandalicznie okradziony ze zwycięstwa, a mimo to nie poddał się – „takie zdarzenia mogą mnie jedynie spowolnić na chwilę, nie zatrzymać”. Nie przekreśla możliwości walki z Diablo, na którą od dawna czekają polscy kibice. Jako jeden z niewielu miał okazję sparować z własną żoną. Póki co w weekend w ringu stanie z Nascimento. Mateusz Masternak.

Na pierwszym treningu w Gwardii Wrocław zostałem bardzo miło przywitany. Przedtem zawsze mi mówiono, że 16 lat, to wiek, w którym już za późno zaczynać trenować, natomiast na Gwardii trener od razu dał mi do zrozumienia, że tak wcale nie jest, że mam dobre warunki fizyczne, że on też tak zaczynał, więc jak najbardziej warto spróbować. “Jeśli będziesz ciężko i sumiennie pracować – osiągniesz sukces” – te słowa wziąłem sobie do serca.

Od zawsze interesowałem się sportami walki, pociągała mnie rywalizacja fizyczna. Często z kolegami, jak to w młodym wieku, sprawdzaliśmy swoje siły, każdy walczył o miejsce lidera. Oglądając boks w telewizji, czułem, że wzbudza we mnie zupełnie inne, dużo mocniejsze emocje. Jeśli nie wybrałbym boksu, to nie mam pojęcia, czym bym się teraz zajmował. Urodziłem się w małej miejscowości, nie było tam za wiele perspektyw… ale wybrałem boks i jest to słuszna dla mnie droga.

Boks nauczył mnie dyscypliny oraz tego, że jeśli chcę komuś ufać, to tylko sobie. Odkryłem, że są wokół mnie dobrzy ludzie oraz pseudo-przyjaciele, którzy tylko udają, że chcą mi pomóc, a tak naprawdę myślą tylko o sobie. Sport nauczył mnie takich szlachetnych zachowań, jak szacunek do drugiego człowieka – myślę, że to jest jedna z ważniejszych wartości w życiu człowieka. Chciałbym przekazać to swoim dzieciom.

Cechy dobrego pięściarza to upór, determinacja w drodze do celu, żelazne postanowienia, twardość charakteru, mocny organizm, dobroć.

Po walce z Mullerem czułem się skrzywdzony i okradziony. Trener Mullera, kilka dni po walce stwierdził, że jego zawodnik niestety dostał wygraną w prezencie, natomiast po dłuższym czasie miałem wątpliwą przyjemność przeczytać jego wypowiedź, w której twierdził, że po obejrzeniu walki na spokojnie, doszedł do wniosku, że Muller wygrał wszystkie rundy, a gdyby miał jedną dodatkową, to prawdopodobnie by mnie znokautował. Dostałem ogromne wparcie od kibiców, co bardzo mi ułatwiło okres regeneracji. Przegrana jednak w rekordzie jest i kiedyś pozostanie tylko cyferka, okoliczności będą zapomniane. Jednak wiem, że jestem lepszym pięściarzem i swoje jeszcze zrobię. Tacy ludzie, jak Rodney Berman, nie powinni mieć nic wspólnego ze sportem.

Niesprawiedliwe werdykty na pewno nie mobilizują, ale są pewnym doświadczeniem, a doświadczenie zawsze czegoś uczy. Przekonałem się, że boks zawodowy, to przede wszystkim brutalny biznes. W takich momentach najłatwiej jest odróżnić tych dobrych i tych złych, wtedy najbardziej to widać. To dobra lekcja na przyszłość. Mam w sobie tyle mobilizacji i energii, chęci i ambicji, że z pewnością ta walka nie zmieniła moich zamiarów na przyszłość. Takie zdarzenia mogą jedynie spowolnić mnie na chwilę, ale nie zatrzymać. Stało się, teraz trzeba iść dalej.

Plan na Nascimento jest jeden – wygrać w dobrym stylu i czekać na lepszą i ciekawszą przyszłość.

Niewielu pięściarzy miało okazje sparować z własną żoną. To było naprawdę dawno temu. Pamiętam, że Daria szykowała się do jakichś zawodów i trener poprosił mnie, jako najbardziej doświadczonego zawodnika w grupie, bym wszedł z nią do ringu. Wiedział, że będę mógł tak to poprowadzić, by jej pomóc i nie zrobić krzywdy. Było to dla mnie dość zabawne przeżycie, natomiast moja przeciwniczka była bardzo zdeterminowana, by mi dokopać…choć byłem na to zbyt sprytny. Taki przedwstęp pierwszej randki…

Walka Masternak – Włodarczyk – boks to biznes. Jeśli to będzie dobry biznes, i nie mówię tylko o mnie i Krzyśku, to ta walka ma szansę się odbyć. Szczerze mówiąc, mnie już tak bardzo na tym pojedynku nie zależy. Oczywiście, Włodarczyk to uznane nazwisko w boksie i taka walka była by dla mnie ważnym punktem w karierze. Na razie temat jest zamrożony.

Życie w wielodzietnej rodzinie nie utrudnia zostania sportowcem. Choć uwaga rodziców jest podzielona dla większej ilości dzieci, a troska jest nieco mniejsza, to z drugiej strony, pojawia się większa rywalizacja wśród rodzeństwa – a to się w sporcie może potem przydać. Wielu sportowców pochodzi z rodzin wielodzietnych.

Sytuacja rodzinna okazała się dodatkową motywacją. To była taka potrzeba, by zadać sobie tyle trudu, by coś w swoim życiu zmienić, żeby nie robić tego samego, co wszyscy. Chciałem być inny. Nie lubię monotonności.

Mam jeden cel od samego początku kariery zawodowej – zostać zawodowym Mistrzem Świata.

Ambicje u sportowca to zbawienie i przekleństwo. Ambicje pozwalają dążyć do celu, ale kiedy jesteś przyblokowany, nie idzie po twojej myśli, mogą naprawę zaboleć.

Przyznam szczerze, że jeszcze nigdy nie zabrakło mi ochoty na trening. Trening, to dla mnie nie tylko praca, ale coś, co lubię robić, co dostarcza mi wiele przyjemności. Przed walką czy po walce – zawsze z chęcią idę na trening.

W okresie przygotowawczym trenuję dwa razy dziennie – jakieś 2,5 godziny rano i 2,5 wieczorem.

Dieta jest dla mnie ważna. Moja została rozpisana przez Pana Doktora z Wrocławskiego AWF-u, aczkolwiek czasem pozwalam sobie na drobne odstępstwa. Jedzenie to przyjemność, a ona daje luz, relaksuje. Pilnuję się z jedzeniem zarówno w okresie przygotowań, jak i poza nim, to mój sposób bycia. Jest dobrze, bo czuję się świetnie, a i sylwetka sugeruje, że nie popełniam błędów.

Moje śniadanie jest bardzo specyficzne i różnorodne – często to owsianka z orzechami, otrębami, słonecznikiem, pestkami dyni, rodzynkami, siemieniem lnianym i jajecznica z 5-ciu białek i jednego całego jajka.


W okresie przygotowawczym nie ograniczam alkoholu, bo go praktycznie w ogóle nie piję….choć czasem dobre piwo nie jest złe.

Doping w sporcie to straszna rzecz. Niszczy prawdziwą rywalizację sportową i przede wszystkim jest niebezpieczny – wyobraźmy sobie sytuację, w której ktoś uderza w nasze ciało, w naszą głowę z nadludzką siłą…

Nie jestem miłośnikiem książek czy filmów. Jeśli czytam, to książki biograficzne – ostatnie o Alli’m, Tyson’ie, teraz o Armstrongu. Nie zaskoczyły mnie jednak szczególnie, ponieważ o większości z tych rzeczy wiedziałem już wcześniej. Tych wszystkich bohaterów łączy jedna cecha – “jeśli chcę – osiągam”.

Nie mam zbyt dużo czasu wolnego. Plan dnia zawsze jest napięty, dlatego czas z moją rodziną jest zawsze priorytetem. Przy nich czuję się bezpieczny, zrelaksowany… myślę wtedy, że życie jest piękne.

Wspólne życie z pięściarzem jest możliwe, jestem świetnym tego przykładem. Mam żonę, dwóch synów – jesteśmy szczęśliwą rodziną. Czas, który spędzamy razem, ma dla nas wartość szczególną. A że nieraz jest go mało, cenimy każdą chwilę podwójnie. Jeśli na kimś nam zależy, zawsze znajdziemy dla niego czas.

Nie mam nikogo, na kim bym szczególnie się wzorował. Cenię i podziwiam ludzi sukcesu, którzy potrafili zapracować na swoją przyszłość i teraz czerpią z tego korzyści. Oczywiście zapracować sumienną pracą, życzliwością i uczciwością. Takie wzorce mnie motywują, czuję wtedy, że też mogę to zrobić.

Moja walka, którą każdy powinien zobaczyć jest jeszcze przede mną. Taka, którą ludzie będą oglądać po 10 razy dziennie i podziwiać przez wiele lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *