boks

Bazyliowy Mus VS Michał Chudecki – o boksie i nie tylko

Na salę treningową trafił idąc śladem starszego brata. Przez jedenaście lat był w reprezentacji Polski, by w końcu przejść na zawodowstwo. Serce do boksu pokazał w krwawej wojnie z Felixem Lorą. Choć przegrał walkę z Syrowatką, nie zraził się do boksu i dalej wierzy w swoje umiejętności. Przeniósł się do Stanów, zmienił podejście do treningów i technikę boksowania. Przez osiem tygodni był sparingpartnerem Floyda Mayweathera. Sam nie może się doczekać powrotu na ring. O boksie i nie tylko – Michał Chudecki.

Na trening trafiłem przez mojego brata. Wychowaliśmy się na wsi w Żabnie, gdzie nie było co robić, a ja nie byłem grzecznym dzieciakiem i mama od zawsze miała ze mną problemy. Krzysiek pierwszy trenował, a wiadomo, młodszy brat zawsze chce naśladować starszego. Na początku nie chciał, żebym chodził z nim na treningi, ale po jakimś czasie zabrał mnie ze sobą. Jeździłem trzy razy w tygodniu „na stopa” bądź PKS’em do klubu Warta Śrem. Początkowo trenowaliśm z bratem u nieżyjącego już trenera Floriana Łuszczewskiego. Gdy byłem starszy przeszedłem do Olimpii Poznań, gdzie uczył mnie trener Komasa, który zresztą chyba najwięcej mnie nauczył, no a później przyszedł już czas na PKB Poznań, gdzie trenowali mnie Zdzisław i Michał Nowak.
Sport nauczył mnie dyscypliny, choć w Polsce było to bardziej odczuwalne niż tutaj. Przez jedenaście lat byłem w reprezentacji kraju i nie było możliwości, by spóźnić się na trening. Jeśli zbiórka była o 11:00, to o 10:30 byłem już gotowy. Tutaj wszyscy mówią „take your time”, nie raz umawiam się z kimś, a później muszę na niego czekać. Minęło trochę czasu, bym przestawił się na tutejszy tryb.
Dobrego pięściarza cechuje przede wszystkim ciężka praca. Talent to zaledwie 30-40% sukcesu. Trzeba mieć jasno wytyczony cel i realizować go. Nie poddawać się, nie załamywać porażkami, dążyć do tego, by spełnić swoje marzenia. Ambicje u sportowca to zbawienie.
Trzeba być ambitnym. Nie można się poddawać, trzeba robić swoje.
Sparingi z Mayweatherem to był prawdziwy spontan, dowiedziałem się o nich praktycznie z dnia na dzień. W poniedziałek rano zrobiłem trening
i pojechałem do znajomego, a po chwili dostałem telefon, że
pojawiła się taka możliwość. Na mailu miałem już bilet i
następnego dnia o szóstej rano leciałem. Byłem w szoku.
U Mayweathera zostałem najdłużej ze
wszystkich sparingpartnerów
, bo aż osiem tygodni. Byłem bardzo zadowolony, sam Floyd bardzo
o nas dbał. Zdarza mi się jeszcze trenować w
gymie Mayweathera, ale aktualnie mam bliżej inny gym, w którym dużo
mi pomagają, jest dobra atmosfera, więc głównie tam odbywam swoje
treningi.
Najprawdopodobniej zostanę w Stanach już na stałe. Jest tu ze mną moja rodzina, dzięki czemu jest to prostsze. Ameryka daje dużo możliwości. Zaimponowało mi
Las Vegas. Pomyślałem, że jeśli faktycznie chcę coś jeszcze
osiągnąć, to tutaj mam wszystko, czego mi potrzeba; sparuję z
wysokiej klasy sparingpartnerami, dookoła jest pełno gymów, w których trenują świetni pięściarze, a
walki odbywają się tutaj praktycznie co tydzień.
Jeśli chodzi o Mayweathera, media
przedstawiają tylko to co muszą i tylko to co mogą.
Ja widziałem
jak to wszystko wyglądało z bliska, kiedy był w formie, a kiedy był
zajechany. Media pisząc o jego aktualnej kondycji, nie zawsze
przedstawiały jej prawdziwy stan. O niektórych sprawach po prostu
się tu nie mówi. Floyd jest świetnie wypromowany, ale to jest
tylko człowiek, nie maszyna.
Zmieniłem trochę zdanie o Floydzie,
jest dobrym chłopakiem.
Wcześniej tak jak wiele osób uważałem że
tylko rozrzuca pieniądze i szpanuje bogactwem, a on po prostu obrał
taki patent na promocję. Przechwala się, że jest złym chłopcem i bywa kontrowersyjny, więc wiele osób chodziło na jego walki lub
wykupowało PPV, bo czekali, aż w końcu przegra. Chcieli zobaczyć
jego porażkę w ringu. Ten biznes tak się kręci, jego
kontrowersyjna osoba „się sprzedaje”, stąd jego wielkie
pieniądze.
Wcześniej byłem na wizie turystycznej, przez co nie mogłem tutaj oficjalnie boksować. Teraz się to zmieniło, do tego odbyłem właśnie badania i z początkiem nowego roku dostanę licencję bokserską stanu Nevada, dzięki czemu będę mógł tutaj wszędzie walczyć. Miałem stoczyć walkę w ubiegłym tygodniu w Texasie na dużej gali z zawodnikiem, który trenuje u Mayweathera, ale niestety się wycofał.  Wszyscy myślą, że zardzewiałem, ale
ja się czuję super. Już po walce dobrze się czułem, mimo wszystko nie
załamałem się po niej.
Moim celem w boksie są oczywiście nadal jakieś pasy, ale aktualnie moim jedynym marzeniem jest wrócić na ring i najpierw zrobić z dwie-trzy spokojniejsze walki. Mam dużo fajnych propozycji, więc z początkiem roku być może się zwiążę na stałe z nową grupą.
Nie oglądałem walki Syrowatka –
Jackiewicz
, ale znajomy zdawał mi relację na bieżąco. Co tu dużo
mówić, przykry koniec walki, stary lis pokazał młodemu. Boks uczy
pokory, której tym razem zabrakło Michałowi. Pamiętam, że po
naszej walce mówił, że „opuszczałem ręce jak amator”, a
teraz sam przegrał w podobnym stylu.
Jeśli chodzi o rewanż z Syrowatką, cały czas jestem na tak, ale od roku nie walczyłem, więc najpierw chciałbym zrobić jedną – dwie walki, żeby w ogóle poczuć ring. Sparuje tutaj z mistrzami, ale sparing to nie walka. To inna adrenalina, inny stres.
Przegrana z Syrowatką nauczyła mnie
większego skupienia w ringu, tego żeby ręce zawsze były wyżej.
Nie rozpamiętuję jednak tej walki, idę dalej. Patrzę przed siebie
i robię swoje, a co inni mówią i myślą, to ich sprawa. Ja póki
co spełniam swoje marzenia, wyznaczam kolejne cele. Boks jest moją
pasją, kocham to co robię i tyle.
Trenując w Stanach zmieniło się moje
podeście, zmieniłem się ja w ringu i myślę że będzie to już
widać podczas następnej walki. Moim trenerem jest Fareed Rafeeq Samad, pod jego okiem trenuje też Zab Judah. Poprawiamy wiele jeśli chodzi o technikę, jest
całkiem inna pozycja, nisko na nogach. W Polsce nauczyłem się
niektórych rzeczy, które teraz musiałem niwelować.
Gdy nie mam ochoty na trening, nie
zmuszam się, lenię się. Mijają dwa dni i jestem ponownie na
treningu. Rzadko zdarzają się jednak takie sytuacje, bo mówią, że
boks jest jak narkotyk i jest to chyba prawda.
Jeśli chodzi o alkohol, nie ciągnie
mnie do niego.
Jeśli już chcę sobie zgrzeszyć, to mam ochotę na
jedzenie, wolę zjeść coś niezdrowego niż się napić. Jeśli
piję to czasem jest to wino czy piwo, ale raczej muszę się wtedy
nastawić psychicznie. Do picia trzeba mieć głowę, pić trzeba
umieć, a ja nie umiem.
Kolejne afery dopingowe…sam
nie wiem co o tym myśleć. Patrzę na niektórych pięściarzy, niby
są w mojej wadze, a są wielkimi chłopami. Zastanawiam się co oni
jedzą, czy genetycznie są tak zbudowani i tacy silni? Nie raz
wygląda to aż nienaturalnie. Sport powinien być czysty, może
gdyby kontrole były częściej, byłoby lepiej? Sam nie wiem.
Lubię oglądać techniczny boks, lubię spryt w ringu. Finezja, którą pokazywał zawsze Floyd, to coś, co mi się podobało. Niektórzy kibice chcą zobaczyć tylko wielkie wojny i krew w ringu, a to nie do końca tylko o to chodzi. Każdy mówił, że ma sposób na Mayweathera, jednak nikt go nie pokonał. Wydaje mi się, że Floyd jeszcze wróci w przyszłym roku, bo nie odpuści możliwości zdobycia pięćdziesiątej wygranej.
 
Jeszcze nie wiem gdzie trafię, jest
kilka fajnych ofert. Chcę się najpierw pokazać, żeby zobaczyli
kim jestem. Jeśli pokażę się z dobrej strony, moje akcje wzrosną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *