boks

BAZYLIOWY MUS VS ROBERT PARZĘCZEWSKI – O BOKSIE I NIE TYLKO

Sport uprawiał od małego, a od kiedy pamięta lubił się bić, więc nikogo nie powinno dziwić, że trafił na salkę bokserską. W marcu miną trzy lata od jego zawodowego debiutu i choć przytrafiły mu się kontuzje i przegrana w ringu, nie przestaje ciężko pracować. Nie załamał się, bo jak sam mówi: “prawdziwego mistrza poznaje się nie po tym jak często wygrywa, a po tym jak szybko podnosi się po porażkach.” O boksie i nie tylko – Robert Parzęczewski

Od kiedy pamiętam
zawsze uprawiałem sport.
Trenowałem piłkę nożną, ręczną,
koszykówkę, więc można powiedzieć, że od dziecka byłem
ruchliwym chłopakiem. Pierwszy raz na salkę bokserską przyszedłem
chyba w wieku 13-14 lat i trafiłem na trenera Grzegorza Krawczyka, z
którym współpracuję do dziś. Boks podobał mi się od samego
początku. Od małego oglądałem walki bokserskie Krzysztofa
Włodarczyka i pozostałych czołowych polskich pięściarzy, oraz
filmu typu Rocky. Boks wyróżniał się na tle innych dyscyplin,
które wcześniej uprawiałem i strasznie mi się spodobał, bo był
sportem indywidualnym a nie drużynowym. Prawdą jest, że w boksie
też jest drużyna – trener oraz cały sztab, ale większość zależy
tylko i wyłącznie od zawodnika. Trzeba słuchać trenera, być
zdyscyplinowanym i przykładać się do treningów.
Od małego lubiłem
się bić.
Nigdy pierwszy nie zaczynałem, ale jak tylko była
okazja by bronić siebie lub młodszych braci, zawsze to robiłem i
nigdy nie dawałem sobie w kaszę dmuchać. Chciałem się sprawdzać,
sparować ze starszymi, silniejszymi chłopakami z większym stażem
i tak się to wszystko zaczęło.
Żeby być dobrym
pięściarzem
potrzebny
jest charakter, psychika i odporność na ból i krytykę. Trzeba
słuchać i czerpać wiedzę od lepszych mądrzejszych. Myślę, że
prawdziwego mistrza poznaje się nie po tym jak często wygrywa, a po
tym jak szybko podnosi się po porażkach.
Porażka w ringu
nauczyła mnie pokory. Bardzo chcę wziąć rewanż i zamazać plamę.
W dniu walki śpię
do oporu, dokładnie tyle ile organizm potrzebuje. Jem śniadanie,
rozmawiam z trenerem, zbieram energię na walkę. Staram się
wyciszyć i zostawić emocje na moment na walki, ale nie zawsze to
wychodzi.
Dotychczas pracowałem
na budowach w firmie Piemont Sp. z o.o., której szefem jest Pan
Tomasz Piróg, mój aktualny sponsor, a w weekendy stoję jako
ochrona w klubach, choć staram się już coraz rzadziej zarywać
nocki. Przed grudniową walką w Łomiankach nie pracowałem wcale i
zrobiłem najlepszą walkę w życiu, a to dopiero początek mojej
kariery. Aktualnie nie pracuję, skupiam się na treningach, ale
zobaczymy jak długo tak będzie, czas pokaże.
Szkoda mi pierwszego
roku po debiucie
, pechowo zmarnowanego przez kontuzje. W kolejnym
roku podpisałem kontrakt z promotorem Mariuszem Grabowskim i
stajnią Tymex i wszystko ruszyło bardzo szybko do przodu, aż do
momentu porażki. Prawdopodobnie gdybym wtedy w czerwcu wygrał,
byłbym gdzie indziej niż teraz jestem. Takie jest życie, nie ma
się co załamywać, trzeba iść dalej do przodu. Jestem młody,
więc wierzę, że wszystko nadal przede mną.
Jeśli chodzi o
następną walkę,
to są już jakieś plany, ale nie chcę
wychodzić przed szereg, więc najlepiej poczekać, aż oficjalnie
ogłosimy kolejną datę mojej walki.
Przestałem się
skupiać na polskich zawodnikach.
Trzeba patrzeć na siebie,
poprawiać i szkolić swoje umiejętności. Wiem, że jest dużo do
poprawy, do nadrobienia i do nauczenia.
Wiele razy mówiłem o swoich celach
i marzeniach,
teraz nie chcę już mówić. Chcę się po prostu
brać do pracy i je realizować.
Ambicje są bardzo
ważne,
ale czasami przeszkadzają w podejmowaniu decyzji,
dlatego dziękuję trenerowi Grzegorzowi za to, że mnie hamuje i
mówi: „spokojnie, na to czy na to jest jeszcze czas, teraz
trenuj”.
Gdy brakuje mi ochoty na trening
motywuję się
i zastanawiam nad tym, co by mogło być gdyby nie
boks. Myślę o tym jak ciężka i daleka jest droga do celu i że
każdy trening mnie do niego przybliża.
Jeśli jestem zdrowy,
nie mam kontuzji i nie muszę pracować, to trenuję dwa razy
dziennie.
Moja drużyna powiększyła się i mam dwóch trenerów
– Grzegorza Krawczyka od boksu, oraz Macieja Chynowskiego od
kondycji, siły, motoryki, więc trenuję dwa razy dziennie – rano z
jednym, a po południu z drugim z trenerów
Staram się trzymać
ścisłą dietę
, ale nie zawsze mi to wychodzi. Uwielbiam
słodycze i jest to mój słaby punkt. Sam sobie przygotowuję
posiłki, które rozpisuje mi Maciek. To właśnie on jest
odpowiedzialny za moją dietę. Na śniadanie jem omleta białkowego,
a więc jajka, płatki owsiane, cynamon, odżywka białkowa i suszone
owoce. Jeśli natomiast chodzi o alkohol, to robię to rzadko,
dosłownie kilka razy w roku, ale staram się wcale nie pić.
Moimi
ulubionymi sportowcami
są pięściarze, mistrzowie
świata. Od każdego z nich można sie dużo nauczyć np. Bernard
Hopkins i jego styl prowadzenia się – niepijący alkoholu,
wiecznie w formie i w treningu. Dzięki takiemu stylu życia w wieku
50 lat dalej robi walki na tak wysokim poziomie.


Przede
wszystkim słucham trenera
i biorę sobie do serca jego uwagi.
Dużo rozmawiamy o walkach i stylach najlepszych zawodników na
świecie. Od każdego z nich chcę zabrać coś dla siebie, coś co
może mi się przydać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *