boks

Bazyliowy Mus VS Rafał Jackiewicz – o boksie i nie tylko

Jego życie to gotowy materiał na film. W opinii społecznej był zwykłą patologią, w policyjnym komputerze widnieje jako złodziej samochodów. Miał trzy wyroki, nóż wbity w serce i zerowe perspektywy na przyszłość. Choć po operacji usłyszał, że już nigdy nie będzie sportowcem, pół roku później zdobył drugie miejsce w Pucharze Polski. Nie dorabia zbędnych ideologii, mówi że na kickboxing poszedł po to, by „jeszcze lepiej napierdalać małych chamów”. Przyznaje, że sport się dla niego kończy, ale ma dużo pomysłów na przyszłość. Wkrótce wydaje książkę. O zarabianiu, planach na przyszłość, podrobionych papierach przed Pucharem Polski, o boksie i nie tylko – Rafał Jackiewicz


Od początku traktowałem sport jako możliwość zarobienia pieniędzy. Można legalnie dać komuś w mordę i jeszcze na tym zarobić. Od dwóch lat boks jest już dla mnie tylko pracą, a od momentu zakończenia mojego kontraktu z KnockOut Promotion kariera sportowa powoli się kończy. Bawię się tym, trenuję i walczę, ale sport mnie już nie interesuje. Oglądam czasem walki Polaków, szczególnie gdy walczy ktoś znajomy. Głównie jednak patrzę na boks w wykonaniu mojej rodziny. Patrzę jak moje dzieci leją się między sobą, widzę treningi mojej żony, która niedawno zaczęła trenować
Raz w życiu zakończyłem karierę galą w Międzyzdrojach. Miałem wtedy plan by przejść do MMA, ale po tej walce dostałem propozycję walki o Mistrzostwo Europy z czego jak wiadomo, nie mogłem nie skorzystać, bo byłbym debilem. W dniu dzisiejszym jestem już trochę zmęczony tym wszystkim, zbijaniem wagi, treningiem, reżimem jaki trzeba sobie narzucić podczas przygotowań. Mam rodzinę, mam dom, mam czym się zajmować. Prowadzę ponad 100 treningów miesięcznie. Mam dużo pomysłów na przyszłość, więc plan na karierę mam taki, by do czterdziestu ośmiu wygranych walk, wygrać jeszcze dwie i mieć w rekordzie 50 zwycięstw. Chciałbym też wygrać jedną walkę w mma, żeby mieć chociaż rekord 1-1  zakończyć karierę trzema walkami na jednej gali – walką w kickboxingu, boksie i mma. Wtedy dopiero skończę i jak to zrobię, to już na pewno więcej nie wrócę.
Mam dużo pomysłów na życie, a jednym z nich jest organizacja gal boksu na eventach – imprezach firmowych. Będę też organizował w całej Polsce gale dla półamatorów, potencjalnych debiutantów i nowych twarzy w boksie zawodowym. Wygrani w poszczególnych kategoriach wagowych, dostaną możliwość debiutu na gali boksu zawodowego w grupie Sferis KnockOut Promotions, a zawodnicy którzy sprawdzą się w debiucie i będą warci zainteresowania, możliwość podpisania kontraktu zawodowego. Za kilka dni pojawi się strona www.boksdlawszystkich.plgdzie będzie można zapoznać się ze szczegółową ofertą. Mam też trzy pomysły na programy telewizyjne. Skończyłem właśnie pisać projekty i na dniach wybiorę się do Polsatu, by je przedstawić. Na razie mogę zdradzić tylko tyle, że będzie to program związany z boksem i że w Polsce czegoś takiego jeszcze nie było.
Czas pokaże co będzie mi się najbardziej opłacać. Nie wiem ile czasu zajmie mi ogarnianie wszystkich tych spraw typu organizacja gal, imprez firmowych. Jest duża szansa na to, że któryś z tych programów telewizyjnych wypali i nie wiem czy wtedy jeszcze będę zajmować się trenowaniem. Ja nigdy nie ukrywałem, że robię dużo dla pieniędzy. Od lat ciężko pracuję, wszystkie zawiasy mi zeszły i jestem już niekarany, choć miałem 3 wyroki w zawieszeniu. Jeśli więc mogę legalnie zarobić, bardzo chętnie to zrobię.
Jest takie powiedzenie: „czym skorupka nasiąknie za młodu, tym na starość trąci” i to jest prawda. Ja od początku nie miałem łatwego życia. Zawsze było przejebane, zawsze było pod górkę. Przez całe życie, aż do dzisiaj. Zawsze sobie z tym radziłem i nigdy się nie załamywałem.. Jak każdy miałem słabsze chwile, myśli zwątpienia, zastanawiałem się co się stanie, jak to dalej będzie, bałem się, że nie dam rady, ale generalnie nigdy się nie poddawałem. Powtarzam: „aby do przodu” i tak całe życie robię.
Jak każdy człowiek, gdybym mógł cofnąć czas, na pewno parę rzeczy zrobiłbym inaczej. Nie zastanawiam się nad tym, bo w jakim celu i po co. Nie cofnę tego, co zrobiłem, więc nie myślę o tym wszystkim co zrobiłem złego czy czego mógłbym się wstydzić. Nie zajmuję sobie tym głowy, żyję dalej. Dzisiaj mam troje dzieci – Jacka, Maję, Rafała juniora, oraz zajebistą żonę Mrówkę. Ona prowadzi przedszkola Mrówkolandia w Mińsku Mazowieckim i Nowej Iwicznej, ja treningi. Mamy co robić.
Każda porażka z moich piętnastu mnie boli. Pięć razy mnie oszukali, pozostałe przegrane walki, przegrałem naprawdę i nie mam o to pretensji, ale jestem ambitnym człowiekiem i każda porażka mnie boli, czy życiowa czy na ringu. Także to nie jest tak, że ja sobie olewam, po prostu radzę sobie z tym i idę dalej. Nie myślę o tym i nie przejmuję się aż tak jak kiedyś, bo bym zwariował. To samo tyczy się wszystkich złych rzeczy, które mnie w życiu spotkały. Nie mam już wielkich sportowych planów, ciężko trenuję, wychodzę i walczę. Jak mi ktoś pozwoli to go jebnę, jak nie to nie.
Pojawiła się propozycja walki z Maćcem na gali w Gdańsku. Oczywiście powiedziałem, że nie ma problemu, ale też jak to ja, dodałem, że chcę za to odpowiednie pieniądze. Nie jest to nie wiadomo jaka suma, ale za mniejszą po prostu nie wyjdę. Jeśli mi tyle nie zapłacą, to walka się nie odbędzie.
Była taka sytuacja, że dostałem nożem w serce… Leżałem w szpitalu, po operacji wybudzili mnie ze śpiączki. Dowiedziałem się co się stało – lekarz powiedział, że prawa komora serca jest przebita, i gorzej byłoby tylko gdybym dostał w lewą komorę, bo jest mniej umięśniona i nie daliby rady jej zaszyć. Po prostu bym nie przeżył. Na obchodzie
zażartowałem do lekarza, że muszą mnie szybko poskładać, bo w następną sobotę mam walkę w Belgii. Spojrzał na mnie i poważnym tonem powiedział: „nie wiem czy pan sobie zdaje sprawę z tego co się stało, ale pan już nigdy w życiu nie będzie uprawiał sportu”. Odpowiedziałem mu, że się myli, bo ja po prostu będę walczył. W szpitalu miałem ćwiczyć, by zwiększyć pojemność płuc – dostałem słoik wypełniony wodą z rurką, w którą miałem dmuchać. Powiedziałem, że pierdolę, że nie chce mi się i nie będę tego robić. Miałem wtedy moment załamania, ale po tym co
powiedział, zmotywowałem się. Ćwiczyłem, ćwiczyłem i jeszcze raz ćwiczyłem. Napierdalałem w tę rurkę tak, aż woda się prawie wylewała. Ósmego czerwca, 10 dni po operacji serca, wyszedłem ze szpitala.
W tym samym roku, na początku grudnia odbywał się Puchar Polski w kickboxingu. Aby jechać na zawody musiałem podrobić papiery od lekarza. Miałem różne kontakty, coś ogarnąłem, przybiłem sobie pieczątkę i wystartowałem. Wygrałem dwie walki. Trzecią, finałową też wygrałem, ale mnie oszukali. Pół roku po operacji serca zdobyłem drugie miejsce w Pucharze Polski, więc cieszyłem się jak głupi, bo w tej sytuacji, to i tak ja byłem zwycięzcą.
Do momentu kiedy trafiłem do Knockout’u, całe moje życie, to był jeden wielki balet. Jestem przeciwnikiem narkotyków, których nie biorę, nie brałem i nigdy nie będę brał, ale wódkę piłem, piję i pić będę. Dobrze się bawiłem i takie właśnie było moje życie – imprezy, wódka, palenie. Później piłem już tylko sporadycznie, a aktualnie to już naprawdę rzadko, może z pięć razy w roku. Teraz szkoda mi na to czasu – mam rodzinę i pracę.
Punktem zwrotnym była moja obecna żona, Mrówka. Jestem z nią od trzynastu lat. Poznałem ją i od tego momentu, tak naprawdę wszystko zmieniło na bardzo lepsze. Wracam do domu, bo chce mi się do niego wracać. Nie kombinuję jak kiedyś, by wyjść z niego jak najszybciej i wrócić jak najpóźniej. Dziś nie mogę się doczekać, aby tylko wrócić do domu, zobaczyć moje dzieci, żeby powkurwiać się na nie, bo są okropne, niegrzeczne jak ja, ale wiadomo, że i tak kocham je najbardziej na świecie.
Jeżeli chodzi o moją osobę, to ja jako Rafał Jackiewicz, ten który miał, co miał i przeżył wszystko co przeżył i tak jestem dzisiaj mistrzem wszechświata. Doszedłem do walki o mistrzostwo świata IBF, będąc mistrzem świata mniej znaczącej federacji IBC. Byłem mistrzem Europy, Unii Europejskiej, oraz mistrzem Polski, także jak na Polskę zdobyłem dużo, a jak na siebie bardzo dużo. Jakbym się prowadził lepiej, jakbym miał wcześniej kogoś, kto potrafiłby mną pokierować, to pewnie mógłbym jeszcze więcej osiągnąć.
Powstaje książka o moim życiu. Miała wyjść już pod koniec roku, jednak akcji zamiast ubywać, wciąż przybywało. Jak tylko wzięliśmy się za pisanie, przypominały mi się różne rzeczy. Zaczęliśmy się rozpisywać, przez co nie wyrobimy się do końca roku i książka prawdopodobnie wyjdzie na wiosnę, mniej więcej w marcu lub kwietniu, wtedy kiedy definitywnie zamierzam zakończyć karierę sportową. Mamy wybrane wydawnictwo, które widziało już część materiału i czeka na resztę. Jest dużo rzeczy, których nie wiecie o Jackiewiczu, jeśli kupicie książkę, dowiecie się wszystkiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *