treningi

PODSUMOWANIE STYCZNIA – walczę z postanowieniami

O raju raju. Nie wiem kto wymyślił cellulit, ale go nienawidzę. Jak to jest, że możesz tyrać i pocić się jak prosie na siłowni, by efektów wypatrywać godzinami, a gdy tylko zjesz pączka Twój tyłek przypomina zmarszczone pomarańcze? D R A M A T. Jest pewna niesprawiedliwość na świecie, a największa to ta, że faceci mogą pić piwo bezkarnie i szamać burgery po nocach i jakoś ich nogi, nie przypominają galarety.
No więc walczę. Miesiąc walki z cellulitem minął. Efekt taki sobie. Jednak moja silna wola jest jednak bardzo słaba. No ale nieważne ile razy upadasz, ważne ile razy się podnosisz, a przynajmniej tak mówią. Więc wstaję, raz, drugi, setny. Wyobrażam sobie super jędrne ciało, płaski, wyrzeźbiony brzuch, wystający tyłek i co tam nie tylko. No i żeby przy tym rozumu trochę zostało. Będę szczęśliwa. A nie, przecież i tak jestem 🙂
LEGENDA:
Na limonkowo zaznaczyłam dni, które się udały. Te szare lub żółte to moje małe potknięcia.
SPIRULINA – piję codziennie. Pisałam o niej tutaj —> SPIRULINA – co to jest ? Myślę, że działa. Piję ją, bo czuję się po niej zdrowsza ( w sumie nie choruję? ) i wierzę w to, że cellulit nie lubi zielonego. Dodatkowo – przysięgam – przy codziennym wypijaniu tego obrzydlistwa, po czterech tygodniach mam bujny … odrost 🙂 Polecam więc wszystkim, którzy zmagają się z wypadaniem i zapuszczaniem włosów.
 
ZIELONA HERBATA – ok, to potwierdzone, po prostu działa. O tym z kolei wspominałam już we wpisie “sposoby na cellulit“. Dwie dziennie to mój święty obowiązek. Na szczęście lubię, więc bez problemu przekraczam normę.
TRENING – no i tu zaczynają się schody, bo przeprowadzka, bo zimno, bo się nie chce, bo coś tam coś tam… zawsze znajdę jakiś idiotyczny argument. 18 dni treningu to i dużo i mało. Chcę więcej 🙂
WITAMINY – piję codziennie 🙂 Witamina D + K, podwójna witamina C, sporadycznie coś dodatkowo. Tu kolejny raz podkreślam: chyba działa, bo nie choruję.
ALKOHOL – założenie było takie, żeby pić raz w miesiącu. Było dwa, ale mało. Poza tym zaręczyny przyjaciółki to chyba piękna i wystarczająca okazja… lub dobra wymówka, no ale nieważne.
BRZUCH  – to nie są jakieś super ćwiczenia. Plank i kilka tego typu podobnych. Jeden dzień udało mi się zrobić plank przez 6 minut. Wiem, że dla niektórych to pikuś, dla mnie to jakieś niewyobrażalne osiągnięcie.
CZIPSY – pod tym pojęciem rozumiem czipsy, paluszki, słone przekąski i popcorn. Za tym ostatnim tęsknię szczególnie.
MASAŻ ANTYCELLULITOWY – to byłoby łatwiejsze, gdybym miała cudownego chłopaka. Z drugiej strony myślę sobie, że nie wiem czy chciałabym, żeby musiał to oglądać ( ;-)) ). Jeden masaż to przynajmniej pięć minut z kremem antycellulitowym / olejem konopnym. Regularny naprawdę daje efekty – widzę 🙂
I to tyle. Kolejny miesiąc wystartował, nie jest źle, jest coraz lepiej. Zobaczymy co będzie na wiosnę. Trzymajcie kciuki, bo ja za Was trzymam mocno. B U Z I A K I !

2 thoughts on “PODSUMOWANIE STYCZNIA – walczę z postanowieniami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *