odchudzanie, slider

cisnę!- metamorfoza dzień osiemnasty

“Cisnę!- metamorfoza dzień osiemnasty”- napisałam i poszłam na trening. Pomyślałam sobie, że aha, łapki mniejsze, nogi się jakby trochę wchłonęły, nie ma bata, musiałam schudnąć, zacznę wpis od wielkiego “JUPI, waga ruszyła”. Wagi co prawda w domu nie mam, ale trener ma, więc pełna radości i nadziei wyczekałam moment, gdy Mateusz nie patrzył (PT Studio, w którym trenuję charakteryzuje się tym, że na sali jesteś sam na sam z trenerem), wskoczyłam na wagę i… sru. Znowu przytyłam. No wiem, wiem, mięśnie ważą, a ja przecież CISNĘ, ale fuck.. czy dożyję momentu, że jeszcze kiedyś moja waga będzie mniejsza? Czy ja naprawdę za każdym razem muszę tam widzieć więcej i więcej? Cud, że jestem zmotywowana, bo normalnie chyba szlag by mnie trafił.

No, ale cisnę, to prawda.

Cztery super porządne treningi w tym tygodniu, dwa dni spędzone na badaniach, pięć na kombinowaniu posiłków. Nawet Hubert sprawdza indeks glikemiczny przed zrobieniem zakupów. Do tego podkręciłam suple, dołożyłam popołudniowe drzemki. O dziwo, poza wagą widzę efekty. Serio. Moje nogi jakoś lepiej wyglądają, a “buła” nad bicepsem jakby się skurczyła. Czuję się nieco lepiej i nie mam już tego podskórnego uczucia “zdenerwowania”. Tak, tak ładnie nazywam to zdenerwowaniem, choć właściwie przy szalejących hormonach mam poczucie, że jeszcze chwileczkę, jeszcze momencik i jak komuś przywalę w ryja, to zobaczy. Wybaczcie określenie, ale to najmniej wulgarny epitet dla tego stanu. Stanu, który pojawia się znikąd. Też macie takie rozchwianie emocjonalne? Wiecie, nie tak dawno popłakałam się z nerwów, że wylała mi się woda. Na podłogę. WODA NA PODŁOGĘ. Jest taka emotikonka, gdzie dziewczynka uderza się ręką w czoło. Powinnam ją tu wkleić. Najlepiej kopiuj/wklej pięćdziesiąt razy. Tak, jestem psycho. Mam nadzieję, że się wyleczę i to minie. A jeśli nie? O zgrozo. Psychiatryk. Tylko jak zamknąć w czterech ścianach kogoś, kto jest niebezpieczny i żenujący również dla siebie 😉

metamorfoza

…aż wycisnę!

W następny piątek mam kolejną wizytę u mojej endokrynolog (znajdziecie ją tu: www.ocm24.pl‎). Po konsultacji opiszę Wam wszystkie badania, bo widzę, że wiele (wielu) z Was nie wie od czego zacząć. Zbieram również pytania do trenera- jeśli jest coś, co chcielibyście wiedzieć o treningu przy chorobach tarczycy (sprawdź objawy nadczynności i niedoczynności tarczycy), hormonalnych, czy tych z cukrem, piszcie na Insta lub FB. Przepytam Mateusza i spróbujemy Wam wspólnie pomóc.

Tym czasem ślę super gorące buziaki, dopijam kawę i włączam Seks w wielkim mieście. Korzystajcie z pogody i zróbcie sobie dobry weekend! Ciao!

PS. Jeśli nie chce Wam się “stać w upale przy garach”, sprawdźcie to: TAJEMNICZY POST

 

Sprawdź pozostałe wpisy z cyklu “moja metamorfoza”: 

moja metamorfoza- dzień pierwszy

moja metamorfoza- dzień trzeci

moja metamorfoza- dzień ósmy

moja metamorfoza- dzień dziesiąty

moja metamorfoza- dzień trzynasty

 

*** Tak jeszcze tylko dodam, że zdjęcie we wpisie “cisnę!- metamorfoza dzień osiemnasty” zrobiła wspaniała Daria Sekula. No, a mem ukradłam. To żenujące, wiem, sorki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *