odchudzanie

Moja metamorfoza, dzień ósmy

O paniczu, za mną weekend. W weekend walczy się najtrudniej, ale głupio byłoby się poddać już na starcie, więc tkwię na polu bitwy bez zmian. Minął zaledwie tydzień od startu mojej metamorfozy (moja metamorfoza, dzień pierwszy) i… cóż, jestem przerażona. Dostałam od Was kilkaset wiadomości. Raczej smutnych i pełnych rozczarowań. Czy niedoczynność tarczycy i problemy hormonalne muszą nas tak niszczyć? Mam ochotę podejść do każdej z Was i każdą jedną mocno utulić. Widzę jak nie macie już sił, by walczyć, akceptujecie byle jakich lekarzy (czy naprawdę lekarz pierwszego kontaktu, bez dokładnego wywiadu, wyników badań i przeprowadzonego USG, może stwierdzić co Wam dolega i ładować w Was kolejne tony Euthyroxu?), nie trzymacie diety (bo nie wiecie nawet jakiej diety macie się w sumie trzymać), poddajecie się jedna po drugiej.

Niektóre z Was przytyły ot tak po kilkadziesiąt kilogramów, inne nabawiły się depresji, jeszcze inne są straszone bezpłodnością. Jestem przerażona i Waszymi problemami i tym, co mnie czeka. A najbardziej skalą tego zjawiska. Już wiem, że nie będzie łatwo, a nawet, że będzie ciężej niż przypuszczałam. Plusem mojej mocnej nieświadomości jest zapał i niekończąca się siła do walki. Siła, której Wy, zmęczone brakiem efektów, możecie już nie mieć. Siła, którą się z Wami podzielę.

Dziewczyny! Wiem, co czujecie. Wiem, jak bardzo Wam się nie chce i ROZUMIEM to. I naprawdę chcę Wam i sobie pomóc.

Mam dość tego ohydnego stanu i kolejnych kiepskich wyników. Dziś znów robiłam badania i znów wypadły słabo. Nie chcę się tak dłużej czuć. Nie chcę wiecznie jeździć na karuzeli zmiennych nastrojów, przyzwyczajać się do problemów z bezsennością lub niekończącą się sennością, rozpaczą z byle powodu i bez powodu i w końcu nie chcę więcej słyszeć tego durnego “ojej, chyba trochę przytyłaś”, “ojej, no łapę to Ty masz Marta no no”.

W tym cyklu znajdziecie przepisy na dania przy chorej tarczycy, opisy treningów pod okiem specjalisty, porady, wywiady z lekarzami, trenerami i dietetykami, sylwetki inspirujących osób oraz moje własne doświadczenia. Będzie też moja metamorfoza– zdjęcia “przed” już gotowe- bez względu na to czy wyjdzie czy nie wyjdzie, będę się z Wami na bieżąco dzielić wynikami, zdjęciami przed/po, przemyśleniami. Sprawdzimy czy się uda i czy naprawdę musimy nauczyć się z tym żyć. Wierzę, że razem damy radę i dziękuję każdej jednej z Was, która podzieliła się ze mną swoją historią.

Na dziś to tyle. W piątek idę do endo, wtedy ruszę tu solidnie z kopyta. Trzymajcie kciuki!

Moja metamorfoza

Foto: Daria Sekula

8 thoughts on “Moja metamorfoza, dzień ósmy

  1. U mnie sama diagnoza trwała ponad rok…. potem stwierdzenie Hasimoto… weźmiesz letrox i będzie dobrze. Hormony nie pomogły, waga szaleje, energii brak, motywacji brak, huśtawka nastrojów… czasem odechciewa się wszystkiego
    Powodzenia 🙂

    1. Straszne! U mnie też już trochę to trwa, ale wierzę, że w końcu się uda 🙂 grunt to się nie poddawać! Trzymam za Ciebie kciuki Daga i mocno ściskam!

  2. Chora tarczyca to cos oktopnego.. najlepiej jak nie jest sie pewnym, co mozna jesc a czego nie, to isc do dietetyka, ktory powie wszystko 🙂 zreszta zawsze warto sie tam przejsc. Ogolnie to wspolczuje wszytskim osobom tez z depresja. Po mojej chorobie tak sie zwolnil metabolizm, ze jedzac normlanie przytylam 11 kg… byla zalamana..

    1. no nic mi nie mów… ja tak tyję, że to się nie dzieje :/ nie dziwię się też, że przy tak niestabilnych hormonach można się nabawić deprechy…

  3. Ja niestety też zmagam się z ta ohydna choroba i ciepie na wszystkie dolegliwosci, ktore wymienilas. Mam dość obojętności lekarzy i lekceważenia tej choroby. Jeden lekarz mi powiedział, że to nic strasznego i są poważniejsze choroby. Też mam chwile, kiedy chce się poddać, ale trzeba samemu o siebie zawalczyć.

    1. No dokładnie… ręce opadają, jak czytam o takich lekarzach… przecież poważne choroby biorą się często z tych mniejszych. Kiedy uzna za poważną? Gdy stan zapalny zamieni się w nowotwór? A może kiedy nieleczone “mało poważne choroby” zamienią nas w bezpłodne?

  4. Nie poddawaj się, da się z tym walczyć! Ja akurat jestem fanką farmakologii w niedoczynności tarczycy i nadczynności nadnerczy i u mnie Euthyrox + Pabi-Dexamethazon + Jodid, sprawdziły się doskonale a wszystkie objawy jak ręką odjął. Jadę już tak z 8 lat i nigdy nie myślałam o odstawieniu Euthyroxu, dopóki nie porozmawiałam z moją znajomą, która postanowiła wykluczyć z diety całe jedzonko, na które ma nietolerancję pokarmową. Dieta jest super restrykcyjna, ale wyniki również jej się poprawiły i to bez leków. Czasem idealne dobranie terapii trwa troszkę dłużej, ale na pewno Ci się uda!

    1. Tak, tak, wykluczenia dużo dają. Ja po redukcji nabiału pozbawiłam się pryszczy dajmy na to. Mam nadzieję, że i tym razem uda się coś zdziałać. Ściskam ;*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *