odchudzanie, slider

hiperprolaktynemia- moje leczenie

Słoneczna niedziela, pora na raport. Chciałoby się napisać, że wzięłam leki i jest kolorowo. Po pierwszej nocy nawet myślałam, że tak i owszem, że po co to użalanie się, że wzięłam pierwszą tabletkę i od razu jak ręką odjął. Ale nie. Dziś kryzys goni kryzys. Siedzę naburmuszona na balkonie. Od rana denerwuje mnie wszystko. A najbardziej ona i jej dziadowskie objawy- hiperprolaktynemia. Hiperprolaktynemia to uparta cholera. W fochach jest lepsza ode mnie. W zadawaniu bólu również.

moja metamorfoza– dzień trzydziesty czwarty

hiperprolaktynemia- leczenie

W środę zażyłam pierwszą dawkę. Tadaaaam, wielka chwila. Radosny Hubert, pyszna kolacja, tableteczka i czekam na cud. Niech stanie się niemożliwe, niech woda trzymająca całe moje ciało w  tym wodnym kokonie puści. Niech piersi przestaną boleć, zmienne nastroje doskwierać, ból głowy zniknie. Wbrew ostrzeżeniom z ulotki nie ruszam do kasyna*, nie zmieniam preferencji seksualnych*. Gładko wchodzę natomiast w stan mocnego upojenia. Mam super humor i kręci mi się w głowie, a szeroko pojęty “ogar” opuszcza mnie na amen. Dajmy na to robiąc sałatkę, odchodzę od blatu i po godzinie przypominam sobie, że zapomniałam ją skończyć i zjeść. Ale co tam. Szczęśliwa kładę się spać i czekam na cud.

Cud napotykam w nocy.

O 3:30 budzę się zrelaksowana jak nigdy. Choć przez całą noc śni mi się lekarz, który opowiada o tym, co zachodzi w moim ciałku, jestem wypoczęta do granic możliwości. Pierwszy raz od niepamiętanych czasów nie chcę mi się siusiać, nie bolą mnie piersi (!!!). Rozpływając się w szczęściu wracam spać, by kolejny cud napotkał mnie rano, gdy obudzi mnie budzik, a nie ochota na poranne siuśki. SZOK. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to aż tak uciążliwe. Przypomnijcie sobie zapalenie pęcherza i to takie uczucie, które doskwiera Wam wtedy przez cały dzień. Mnie męczyło od miesięcy.

To nie koniec niespodzianek, bowiem kolejny raz budzę się bez bólu piersi. Jest to o tyle miłe, że poprzedniej nocy zasnęłam przed 4:00, bo ból, mimo przyjętych leków nie dawał mi spać. Ulga. Wielka, wielka ulga. Powoli nastawiam się na wielkie “hiperprolaktynemia jest do pokonania”, w myślach widzę już, jak wchodzę w swoje stare dżinsy. Tym bardziej, że wraz z pierwszą dawką leku, ochota na jedzenie zniknęła.

Nie takie te cuda cudowne.

Ale kolejne dni nie przynoszą równie optymistycznych odkryć. W głowie kręci mi się dziesięć razy mocniej. Właściwie cały czas czuję się tak, jakbym miała zaraz fiknąć koziołka. Którejś z tych nocy (mieszają mi się doby, a może nie chcę już tego pamiętać) czuję, że chyba mam zawał. Jest środek nocy, albo i wczesny ranek, moje ciało trzęsie się tak, że owijam się ręcznikami, by przypadkiem w coś nie wyrżnąć. Serce bije tak mocno, że nie jestem w stanie go opanować, ale w końcu padam ze zmęczenia i usypiam. Innego wieczoru łapie mnie paraliż twarzy, który po chwili zmienia się w wielką migrenę. I tu muszę przyznać, że gdyby Hubert nie był takim super bohaterem jakim jest, to tamtego wieczoru chyba bym zwariowała. Uff i Bozi dzięki.

Dalej wierzę, że to dobrego początki.

Endokrynolog mówiła, Wy (chore) mówiłyście, wujek Google nie kłamał- początki są najgorsze. Więc trwam i czekam aż przejdzie. Spokojna, bo co nagle to po diable (tak, z narwanej zmieniłam się w spokojną przez tych kilka minut pisania). Męczę się, choć to “tylko” hiperprolaktynemia i kiedy tak myślę, że chorujecie na większe choroby, to nie wiem co powiedzieć.

*ulotka leku, który ma sprawić, że hiperprolaktynemia przejdzie do mojej przeszłości

 

Cała moja walka do przeczytania tutaj:

moja metamorfoza- dzień pierwszy

moja metamorfoza- dzień trzeci

moja metamorfoza- dzień ósmy

moja metamorfoza- dzień dziesiąty

moja metamorfoza- dzień trzynasty

moja metamorfoza- dzień osiemnasty

moja metamorfoza- dzień dwudziesty pierwszy

moja metamorfoza- dzień dwudziesty dziewiąty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *