odchudzanie, slider

7 kilo w miesiąc – moja metamorfoza

“No i co tam Marta, nic się nie chwalisz, jak tam ta Twoja metamorfoza?” A ja proszę; tupnęłam nóżką i oto pierwsze zmiany – 7 kilo w miesiąc. Da się? Jednak tak.

7 kilo w miesiąc – moja metamorfoza

Kolorowo nie jest. Wręcz bywa szaro i obrzydliwie. Ale dziś nie pora na moje opowiastki, dziś pora na konkrety i wybuchy radości. A konkrety są, bo po długich miesiącach stawania na głowie bez jakiegokolwiek efektu (a wręcz z odwrotnym efektem), moja waga w końcu zaczęła spadać. I to dość spektakularnie.

Największy spadek wagi przypadł na pierwszy tydzień- gdy zdiagnozowano u mnie hiperprolaktynemię i zaczęłam brać leki. Wtedy udało mi się w ciągu zaledwie 6 dni zgubić 4 kilo. Wiadomo, woda. Ale leki na hiperprolaktynemię przyniosły mi WIELKĄ ulgę- już prawie zniknęły ogromne bóle piersi i choć nigdy nie sądziłam, że to napiszę, moje piersi w końcu przestały rosnąć. Wręcz na dzień dobry zeszło mi “z piersi” 15 centymetrów!!!!!!!!! W końcu mogłam wrócić do swoich staniczków- tak, wiem jak to absurdalnie brzmi, ale ktoś, kto tego nie przeżył, nie zrozumie 🙂

DIETA

Kolejnym krokiem było wykrycie insulinooporności. I tu zaczynają się schody. Im dłużej czytałam o insulinooporności, tym było mi gorzej. Zakaz słodyczy, zakaz winka na imprezkach, niewiele brakuje, bym dowiedziała się, że oddychanie również mi szkodzi. Każde zakupy, to zakupy z wujkiem Google. “Oliwki -> indeks glikemiczny -> szukaj” i tak dalej. Sprawdzam w sklepie każdy jeden produkt, wyliczam indeks w każdym jednym posiłku. Ile razy poległam? Sporo. Dajmy na to kilka razy próbowałam zjeść batona wegańskiego bez dodatku cukru. Wiedziałam, że daktylom muszę powiedzieć stanowcze nie, ale żeby nawet baton z orzechów po kilku małych gryzkach doprowadzał mnie do takiego horroru? Tego nie ogarnęłam. Po kilku małych “hapsach” czułam się źle aż do wieczora. I żaden sposób na zbicie cukru nie pomagał. ŻADEN.

Zauważyłam również, że od kiedy zaczęłam brać leki (przez pierwszy miesiąc Glucophage XR 500) mam dużo mniejszy apetyt. Dalej jem obfite śniadania (tu bez zmian białka/tłuszcze), ale już np. drugie śniadanie nie jest czymś, za czym podświadomie tęsknie od rana. Jedno jest pewne: planowanie posiłków przy insulinooporności jest męczące, choć jest do ogarnięcia. Ja zdecydowałam, że od przyszłego tygodnia przejdę na odpowiedni catering, by zaoszczędzić nieco czasu, bo choć kocham siedzieć w kuchni, nie chcę w niej spędzić całego życia.

TRENINGI

W tej kwestii bez zmian- tak, jak metamorfozę zaczęłam z Mateuszem z PT Studio, tak pozostało. Mateusz jest świetnym fachowcem i każdą jego radę biorę sobie do serca. To za jego namową porzuciłam ukochane cardio, na rzecz ciężkich kettli. To dzięki niemu, moje “łapy” znów zaczynają przypominać ręce kobiety. Mój bicek nie jest już tak zalany jak był i powoli odchodzi mi wstyd, który dopadał mnie, gdy zakładałam bluzkę bez rękawów. Wielkim plusem jest fakt, że na sali jestem tylko ja i trener. Nigdy nie robiło mi to większej różnicy, bo do klubu szłam przede wszystkim trenować, ale jeśli czyta mnie ktoś z Warszawy, kto krępuje się trenować przy innych, koniecznie musi sprawdzić PT Studio, bo nigdzie nie ma bardziej komfortowych warunków do rozwoju.

PSYCHIKA

Ok, o tym co w mojej głowie pisałam dotychczas najmniej, bo to w niej był największy bałagan. I serio, miesiąc nie miesiąc, jest jeszcze za wcześnie, bym mogła w pełni opisać co się w niej dzieje. Ja wiem, że to nie jest nowotwór czy inna cholera. Ale jestem naprawdę super mocną osobą, a bywały takie chwile, że naprawdę super mocno mi się nie chciało. Skaczące hormony wykończą nawet największych fighterów. I jeszcze raz podkreślę, że to szczęście, że mam wokół siebie dobrych ludzi, którzy mnie wspierają i potrafią ustawić do pionu kiedy trzeba. Bez tego byłoby za ciężko.

CO DALEJ?

Plan bez zmian taki sam: WALCZĘ!

Cele? Tylko dwa.

Zrzucać wagę, by wrócić do startowej.

Na święta wejść w piękną kieckę. Bez wstydu i tłustych nóg. Trzymajcie kciuki.

 

Cały cykl MOJA METAMORFOZA przeczytania tutaj:

moja metamorfoza- dzień pierwszy

metamorfoza- dzień trzeci

dzień ósmy

znów przytyłam- dzień dziesiąty

endokrynolog- dzień trzynasty

cisnę- dzień osiemnasty

problemy hormonalne- dzień dwudziesty pierwszy

hiperprolaktynemia- dzień dwudziesty dziewiąty

hiperprolaktynemia moje leczenie- dzień trzydziesty czwarty

insulinooporność- dzień czterdziesty

seksowna pani domu- dzień czterdziesty drugi

czuję się najgorzej na świecie- dzień czterdziesty szósty

(foto: Daria Sekula)

4 thoughts on “7 kilo w miesiąc – moja metamorfoza

  1. Martuś moje gratulację 🙂 bardzo się cieszę, że się w końcu coś ruszyło i twój organizm zaczyna współpracować. U mnie też powoli zaskakuje, i dieta z niskim indeksem na tapecie. Jest ciężko, ale małymi kroczkami idę do celu. Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów, damy radę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *