odchudzanie, slider

Nie chudnę. Co robię źle?

Odżywiam się inaczej niż wcześniej i ćwiczę, a mimo to nie widzę efektów. Nie chudnę. Co robię źle? – Takie pytania spotykam częściej, niż często. I choć każdy chciałby otrzymać złotą receptę i piękny instruktaż, nie ma jednej odpowiedzi. Jak to mówią “to zależy”. Jeśli jednak Ty również powtarzasz: “Nie chudnę. Co robię źle?”, a wiesz, że wyniki Twoich badań są w normie (moje nie były i przytyłam 18 kilo w mniej więcej trzy miesiące o czym przeczytasz tu- moja metamorfoza – może pora się zastanowić nad tym, co jest nie tak? A może nawet nie tylko się zastanowić, ale przeanalizować i sprawdzić, gdzie leży ten “pies pogrzebany”. No to jak? Spróbujemy?

Nie chudnę. Co robię źle?

Twój ruch.

Odpowiedz sobie na pytanie ile tak naprawdę ruszasz się przez cały tydzień… Cztery godziny? Chyba mało, prawda? Nie mówię, by się katować, trenować codziennie (regeneracja i wolne dni są według mnie OBOWIĄZKOWE !!!), czy też robić kilka godzin treningu na raz (jeśli nie trenowałeś latami, może się to skończyć nawet na ostrym dyżurze). Zachęcam jednak, by nie ograniczać swojej aktywności fizycznej tylko i wyłącznie do czasu spędzonego na siłowni. Ja np. poza tym, że biegam i ćwiczę, staram się prawie wszędzie chodzić piechotą. 10 000 kroków dziennie niech będzie Twoim minimum. Możesz również wyjść na rolki, na basen, na spacer z kimś bliskim, cokolwiek. Pomysłów jest wiele, wszystko zależy tylko od tego jak bardzo chcesz.

Pojedzone?

Pominę tutaj kilka podstawowych błędów jak nieregularne posiłki, niejedzenie po osiemnastej i tym podobne, o których naprawdę nie raz już pisałam (sprawdź: szokujące prawdy na temat diety). Skupię się tylko na tych podstawowych, które najczęściej widzę u Was, gdy swoim mało fachowym okiem przeglądam Wasze tygodniowe spisy posiłków.

Pięć najczęstszych błędów:

Po pierwsze – jogurty owocowe, nawet te reklamowane jako odchudzające to SŁODYCZE, a nie fit posiłki. Jeśli już bardzo chcecie je jeść, kupcie sobie jogurt naturalny i wymieszajcie z owocami o niskim indeksie glikemicznym, czy na przykład orzechami i owsianką.

Po drugie – ciasteczka “zbożowe” i płatki śniadaniowe typu “fit” to również KALORIE, a niekoniecznie coś zdrowego. To, że coś ma błonnik i zboża, nie oznacza, że jest zdrowe. Często jest wręcz odwrotnie. W ogóle wykluczyłabym płatki typu “czekoladowe muszelki” itp., chyba że koniecznie chcecie je zjeść – wtedy sięgnijcie po nie na deser, raz na jakiś czas, bo jako posiłek i tak się nimi nie najecie, a na pewno Wam to nie pomoże. Prędzej Wam zaszkodzi.

Po trzecie – jedzenie tony owoców na kolację i PICIE SOKÓW również tuczy. Sprawdźcie sobie ile kalorii i cukru ma Wasza szklanka soku, bądź co gorsza napoju. Następnie pomnóżcie to przez ilość wypijanych szklanek. Sporo, prawda?

Po czwarte – sałatka jako fit posiłek, do której wrzucacie cały karton sera typu feta czy słoik “gotowego” sosu to trochę nie do końca fit posiłek. Starajcie się ucinać kalorie, tam gdzie można to zrobić. Przykładowo jeśli robisz sałatkę dla czterech osób, daj 1/3 kartonu fety – ona i tak ma na tyle mocny smak, że ją poczujesz.

Po piąte – nie ma piątego. Już nie będę taką krzykaczką, na początek Wam to wystarczy, ale te akurat przykłady widzę u Was najczęściej 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *