moja metamorfoza, slider

hiperprolaktynemia – drugie podejście

hiperprolaktynemia – drugie podejście

Dwunasta godzina. Na stoliku uszykowana woda, książka, torebka. W kuchni parzy się kawa. Już mam przelewać do kubka termicznego, już mam wychodzić na rower, uciec byle jak najdalej i oto w tajemniczych okolicznościach znikają moje klucze od roweru. Przeszukuję torebkę raz, drugi, piąty (!), sprawdzam drugą i spodnie. Drę się na kota, że znowu mi coś zawinął, znów się tym bawił, znów gdzieś schował. Dostaję szału. Odsuwam łóżko, lodówkę, pralkę – tam najczęściej chowa coś, czym się bawi. Ale nie tym razem. Wydzieram się lekko jak wariatka. Oczy pełne łez. Z wściekłości i bezradności wypijam kawę na miejscu.

Ostatnim z kroków schodzę pod blok, by sprawdzić czy aby cudem klucz nie został obok roweru. Oczywiście jest. Głupia guła. Zapięłam zabezpieczenie na rowerze, klucz zostawiłam w nim. Oto ja. Choć nie wiem czy na pewno. Bo jeszcze kilka tygodni temu, nie wyprowadzały mnie z równowagi takie rzeczy. Ale ja już wiem. Dopisuję do listy kolejne objawy i książkowo widzę, że hiperprolaktynemia znów się bawi w najlepsze.

Sprawdź: MOJA METAMORFOZA

Ostatnio wpis o mojej walce dodałam dokładnie jedenastego października. “Moja metamorfoza” czekała na podsumowanie i ciągle wierzyłam, że już za chwileczkę, już za momencik. Zmęczona walką z insulinoopornością i rozchwianymi hormonami, dzielnie walczyłam. Schudłam 14 kilogramów, odnalazłam zdjęcia “przed” i kiedy czekałam na ostatnie szlify, by pokazać jak oto się zmieniło (a że robiłam fotki w pantalonkach, to wiem, że zmieniło się więcej niż gołym okiem widać), nagle wszystko poszło w siną dal. Bo oto nagle mimo diet, ruchu, niskiego indeksu i czegoś tam jeszcze, waga stanęła, a w tym oto pięknym tygodniu, postanowiła wzrosnąć o 3 kilogramy. No cholera jasna jak?

I najgorsze, że te 3 kilogramy to jedno, ale cała masa pozostałych objawów to drugie. Znów sikam po 3 razy przed wyjściem. I jestem nabuzowana i wściekła. Kompletnie nic mi się nie chce. I puchnę. Dramat. To jest taka pierdoła, a ja czuję się tak, jakby ktoś zabrał mi powietrze. Na dodatek ładował je we mnie. Taka ciekawostka – nim pierwszy raz lekarka mnie zdiagnozowała, miałam w biuście 118 cm (!!!!). Po trzech dawkach leku miałam w nim 20 centymetrów mniej! I to nie tak, że nagle stałam się deską. To jednak trochę tak, jakby żabę nadmuchać przez słomkę. Widzieliście to pewnie kiedyś jako dzieci. A jeśli nie… to całe szczęście.

Co dalej? Ano zaczynam walkę numer dwa. Tym razem nie czekam aż dobiję do wagi, która jedyne co mi da, to wstyd przed noszeniem krótkich szortów. Jutro zapisuję się na kompleksowe badania i zobaczymy co dalej. W duchu modlę się tylko, by nie okazało się, że mój cukier wcale nie uległ pozytywnej zmianie. Na samą myśl o metforminie jest mi niedobrze. A poza tym? Stanę na głowię, by zrzucić jeszcze te 4 kilo. Nieważne czy na wadze czy tylko w oczach. Nie dam się zwariować. Jeszcze nie teraz…

hiperprolaktynemia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *