lifestyle, slider

ZERO SZEŚĆ – 3 miesiące za mną – jak jest?

ZERO SZEŚĆ – 3 miesiące agencji za mną – jak jest?

Jakiś czasu temu uparłam się, że oto pora przejść w końcu na swoje i trzy miesiące temu odpaliłam swój biznes. Nie wiem kiedy ten czas zleciał, ale gdy pracujesz po 18 godzin na dobę, czas leci szybko. To nie były łatwe miesiące, tym bardziej, że moja życiowa rewolucja zataczała większe, niż tylko zawodowe kręgi. Przez te trzy miesiące wyspałam się dwa razy. Czy było warto? No pewnie. Czy było ciężej niż myślałam? Niespecjalnie, ale tylko dlatego, że od początku nastawiłam się na bardzo ciężką pracę, miesiące inwestycji oraz zerowe dochody.

Dzień w dzień dostaję od Was pytania o to jak idzie, o to skąd pomysł na własny biznes, co dalej i takie tam i dziś postanowiłam ciut na temat firmy opowiedzieć. Ale! Nie spodziewajcie się tu wykresów i twardych danych. Będzie to raczej mało romantyczna historia o początkach firmy dziewczyny, która nie uznaje hasła “nie da się”. I uwaga! Na końcu wpisu znajdziecie link do FORMULARZU REKRUTACYJNEGO. Tak, tak. Szukam pracownika. Szczegóły na końcu, a póki co…

Co było przed?

Jakoś tak w listopadzie dotarło do mnie, że niewiele się już w moim życiu dzieje. Postanowiłam znaleźć sobie rozwijającą mnie pracę i tak oto trafiłam na ogłoszenie firmy X, której działalność brzmiała jak marzenie. Każdy kolejny etap rekrutacji uświadamiał mnie, że oto znalazłam pracę marzeń. Pierwsza wątpliwość pojawiła się, gdy zaproszona na ostatni etap do kawiarni, musiałam sobie zapłacić za kawę. Niby szczegół, choć dla mnie trochę wiocha, która już coś mówi o pracodawcy.  Jednak moja nowa, potencjalna szefowa wydawała mi się być szalenie inspirującą kobietą (właściwie nadal mi się wydaje), więc nie zważając na szczegóły, z radością opiłam fakt, że tę pracę dostałam.

Wystarczyły dwa dni i poważna rozmowa z dziewczyną, na której miejsce miałam wskoczyć. To była pracownica marzenie – inteligentna, piekielnie ogarnięta, mocno stawiająca na rozwój, świetnie ubrana i bardzo oddana firmie. Gdy dowiedziałam się ile zarabia po dwóch latach… cóż. Nie rozumiałam jak można było nie docenić takiego pracownika i dać odejść komuś, kto tyle wnosi. W kilka sekund dotarło do mnie, że nie chce mi się udowadniać, że mogę lepiej (wcale nie mam pewności, że bym mogła!), a przede wszystkim, że nie chcę się poświęcać za grosze. 100% poświęcenia? ZAWSZE. Ale 100% docenienia również. Odpowiedź szefostwa na moją rezygnację, utwierdziła mnie tylko w tej decyzji.

Więc jak to się zaczęło?

Tego drugiego dnia mojej pracy zmarł Andrzej Gmitruk – pierwsza osoba, która namówiła mnie na przeprowadzkę do Warszawy i która już sto lat temu zasugerowała, że w ten marketing, to powinnam iść jeszcze mocniej. I jakoś w tym samym czasie przyszedł do mnie Maciek Sulęcki, który ten pomysł ponownie mi podsunął.

Od słowa do słowa, spotkałam się z Maćkiem i kiedy to chciałam mu oznajmić, że ok, wchodzę w to, że lecę jeszcze tylko powalczyć o dofinansowanie na start i działamy, okazało się, że Maciek dostał właśnie walkę o mistrzostwo świata i nie ma czasu na czekanie, nie ma czasu na odwroty i że w styczniu pora na start. Walka się nie odbyła, ale agencja ZERO SZEŚĆ pojawiła się na rynku.

Co dalej  – czyli kiedy popełniłam pierwszy błąd?

I tu pora na pierwsze rozczarowanie… Pierwszy błąd popełniłam jeszcze przed startem. Wydawało mi się, że piątka podopiecznych na start, to przecież szalenie mało. Gdy Andrzej Wasilewski (promotor bokserski) zasugerował, że to zdecydowanie za dużo, byłam pewna, że się myli… Ale nie. Miał rację. Na początek wystarczyłby jeden zawodnik, a i tak byłoby przy nim za dużo pracy. Po trzech miesiącach już się nie łudzę – jestem wiecznie w tyle i widzę jak wielu spraw nie ogarniam będąc w pojedynkę. Nie chcę działać byle jak. Pora więc na nowego pracownika.

 Skąd pomysł na Saletę? Czy Sulęcki jest ciężki do współpracy?

W kontekście podopiecznych, o dziwo te dwa pytania padają najczęściej. To drugie mnie trochę śmieszy. Jeszcze nie miałam działalności, a już czytałam, że “oj, z Maćkiem to będzie ciężko”. Co ciekawe najczęściej pisały to osoby, które nigdy nie miały z nim styczności… nie zdając sobie sprawy, że ja z Maćkiem współpracowałam już gdzieś od dwóch lat jako pracownik innej firmy. Owszem, Maciej nie jest “łatwy”, ale (odpukać!) nie narzekam. Choć, jeśli czyta nas przedstawiciel jakiejś solidnej firmy z zegarkami, to… (kontakt@zeroszesc.pl :))

“Pomysł na Saletę” pojawił się wcześniej, niż pomysł na firmę.

Pamiętam sierpniową noc, grilla, wino i pogaduszki z kolegami. Z Kubą Białkiem rozmawialiśmy o sportowcach i już wtedy powiedziałam, że moim marzeniem byłoby się zabrać za marketing Przemka, który w mojej ocenie, był wówczas prowadzony… tak sobie 😉 Mój serdeczny przyjaciel Adam zapytał “no to kiedy?”, ja popukałam się w głowę, a kilka miesięcy później, sami wiecie… Reszta historii dopiero się napisze.

Czego żałuję?

Niczym Edith Piaf: niczego. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że pierwsze miesiące to praca, której nie widać i nad tym ubolewam szczególnie. Mój czas pochłonęło mnóstwo działań, które będą widoczne dopiero po kilku miesiącach. Ale czy żałuję? Nie mam czego.

Jaki jest dalszy plan?

Planów na najbliższe miesiące jest aż za dużo i stąd właśnie potrzeba zatrudnienia dwóch wspaniałych duszyczek do firmy, które pomogą mi popchnąć ten wózek, co to go sobie wymyśliłam. Jedną z nich znalazłam już w tłumie, drugą mam nadzieję wyłonić z tych, którzy właśnie czytają to zdanie. Mimo wielkich chęci zrezygnowałam z pomysłu obozu bokserskiego (a nawet nie tyle zrezygnowałam, co przełożyłam go na następny rok). Na jego miejsce wskoczyła spora akcja charytatywna, którą realizować będziemy w czerwcu w dwóch miastach i Internecie. Priorytetem jest start kanału na YT Przemka Salety, otwarcie sklepu internetowego, który zadba o kibiców, jak i przede wszystkim rekrutacja – potrzebujemy kogoś, kto dopilnuje spraw sponsorskich, bo na te będziemy kłaść teraz jeszcze większy nacisk.

Jest jeszcze milion spraw, które chciałabym opisać w tym wpisie, ale mam wrażenie, że napisałam tekst dłuższy, niż wywiady Kęski i pora się zbierać. Jeśli więc macie jakieś pytania, podsyłajcie w mediach społecznościowych – zbiorę je wszystkie i któregoś dnia dodam w podsumowaniu. A teraz pora na najważniejsze – pora na rekrutację!

 

REKRUTACJA!

Ruszamy z rekrutacją na stanowisko handlowca / osoby odpowiedzialnej za kontrakty sponsorskie – tak w skrócie można nazwać to stanowisko, choć mi zależy na tym, by zamiast pięknie nazywać stanowisko, przyjąć prawdziwego KOCURA, który zgarnie wszystkie fajne firmy do współpracy z moimi przefajnymi podopiecznymi.

Dwie możliwości rekrutacji:

    1. Wyślij CV na kontakt@zeroszesc.pl
    2. Wypełnij FORMULARZ REKRUTACYJNY. Co istotne – formularz Cię nie ominie, więc jeśli zależy Ci na tym, by nie odpaść już na etapie wysyłania CV, przejdź od razu do 20 zadanych w nim pytań.

 

Kilka wskazówek

Pierwsza:

Twoje dotychczasowe doświadczenie jest istotne, ale… jeśli nie masz doświadczenia jako handlowiec, a uważasz, że idealnie się sprawdzisz w tej pracy, ten formularz czeka właśnie na Ciebie.

Druga:

Zależy mi na efektach, a nie odbębnionych godzinach. Nie szukam kogoś, kto do perfekcji opanował odliczanie minut do zakończenia pracy. Wręcz odwrotnie. Im lepiej, szybciej i więcej ogarniesz, tym będziesz mieć więcej wolnego.

Trzecia:

Nie szukam znajomych, szukam odpowiedniego pracownika!!! Jeśli więc jesteś moim znajomym, licz się z tym, że w procesie rekrutacji nie ma to żadnego znaczenia i nie dostaniesz dodatkowego plusika za wszystkie wspólnie wypite wina. Mało tego! Jeśli jesteś moim znajomym, który przez lata opowiadał mi, jak to fajnie jest się “opieprzać” w pracy, nie trać czasu na rekrutację, bo mam całkiem dobrą pamięć i z pewnością Cię nie zatrudnię.

Czwarta:

Jeśli Twoją jedyną motywacją jest chęć poznania swoich sportowych idoli… odpuść tę rekrutację i napisz do mnie od razu na kontakt@zeroszesc.pl – mam dla Ciebie fajniejsze rozwiązanie.

Piąta:

Odpowiadam każdemu. Jeśli więc nie przejdziesz dalej, również Cię o tym poinformuję.

Szósta:

NIE musisz interesować się boksem, choć zainteresowanie szermierką na pięści będzie Twoim dodatkowym atutem.

Siódma:

NIE musisz być z Warszawy! Powodzenia!

FORMULARZ REKRUTACYJNY

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *