lifestyle, slider

Wielki powrót, czyli co tam się w tym czerwcu działo?

Miesiąc przerwy od blogowania. O tak. To było trochę przymusowe, a trochę szalenie potrzebne. Pod koniec maja dopadł mnie iście życiowy kryzys. Wiecznie przemęczona, przepracowana aż nadto, nie miałam już siły i ochoty na nic. Pierwszy raz w życiu pomyślałam, że życie leci za szybko. Pamiętam, że po gali w Poznaniu pojechaliśmy ze znajomymi do knajpy i nagle… poczułam się staro. Średnia wieku przy naszym stole wynosiła z 35, przy pozostałych… 21 lat. Zawsze czułam się jak “oni”, a teraz… Pierwszy raz poczułam się niczym matka, która wpadła po swoje pijane, studenckie dziecko. Postanowiłam trochę odpocząć, więc i chwilowe problemy z serwerem nie wpłynęły na mnie w żaden sposób.

Co tam się w tym czerwcu działo?

ZERO SZEŚĆ

U mnie jak zwykle przez ostatnie pół roku, czyli niewiele. Praca, praca, praca. Ruszyliśmy z kanałem Przemka Salety na YT, sprzedażą koszulek STRICZU TEAM (już jutro wielka walka Maćka o tytuł MISTRZA ŚWIATA!), ogarnialiśmy kolejne zlecenia, powoli przyuczaliśmy nowego pracownika. W sumie nie wiem dlaczego piszę w liczbie mnogiej, ale może ogrom wykonanej w tym miesiącu pracy, podświadomie rozdziela mi go na więcej osób 🙂

co tam się w tym czerwcu działo?

BIEGANIE

Przez cały czas jeżdżę mnóstwo rowerem i sumiennie przygotowuję się do poznańskiego maratonu, czyli mojego super ambitnego i równie popieprzonego pomysłu, który mam zamiar zrealizować dwudziestego października. Idzie o dziwo całkiem nieźle. W lipcu dorzucę do tego treningi wzmacniające z trenerem i podwoję ilość rozciągania z Kasią Bigos. Będzie git!

co tam się w tym czerwcu działo?

co tam się w tym czerwcu działo?

POKAZ MODY

Teraz powinnam napisać, że oto uwaga, zadebiutowałam jako modelka! Ale niestety, to byłoby kłamstwo. Nie każdy wie (a nawet prawie nikt nie wie), że szłam raz w pokazie mody i to we Francji!!! Było to lat temu… 15. Nie był to oczywiście profesjonalny pokaz (choć figurę miałam wtedy iście z wybiegu), no ale. Tym razem miałam okazję wystąpić jako blogerka w pokazie Niny Basco. Czy upadłam na głowę, że się tego podjęłam? Trochę owszem tak. Ale. Jeśli ktoś śledzi bloga przynajmniej od zeszłego roku, wie, że od kiedy zachorowałam nie nosiłam żadnych kiecek, tylko jakieś worki, ewentualnie legginsy czy dresy. Nie ma w tym większej filozofii – nie mieściłam się w żadne ubrania, a przymierzanie sukienki w sklepie o 2-3 rozmiary większej niż zwykle, przyprawiało mnie o depresję, więc… po prostu przestałam kupować sobie ciuchy. Wyjście w pokazie Niny Basco zorganizowanym przez cudowne AllAboutLife.pl było dla mnie pewnym przełomem i pierwszym, publicznym wyjściem w kiecce, właśnie od tamtego czasu. A wiadomo, że jak ciuszki i buty są przepiękne, to i każda babka czuje się w nich jak złoto. Tak też było i ze mną.

CO DALEJ?

Zmieniam nieco model pracy. Ruszam z kopyta z blogiem. A jutro? Jutro wielki dzień nie tylko ze względu na Maćka, ale i ze względu na sesję, na którą zostałam zaproszona. Relacja już wkrótce. Tym czasem wrzucam foty z czerwca i ślę soczyste buziaki. Cmok cmok.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *