lifestyle, slider

8 wniosków na półrocze firmy

Nie wiem jak to się stało, ale nie da się ukryć, że wczoraj minęło mi pół roku prowadzenia agencji. Pół roku super ciężkiej pracy, robienia wielu rzeczy, których na pierwszy rzut oka nie widać, stresu i szukania złotego środka. Po pół roku jest już zdecydowanie lepiej, a ponieważ firma (wbrew modlitwom niektórych) nie upadła, a nawet się rozwinęła, przedstawiam dziś luźnych 8 wniosków na półrocze firmy. Być może ktoś z Was coś z nich dla siebie wyciągnie i nie powieli moich błędów.

1. Praca po 400 godzin w miesiącu nie da Ci więcej, niż praca po 250 godzin w miesiącu.

“Jeszcze godzinkę”, “jeszcze jeden weekend”, “za tydzień/miesiąc/rok w końcu odpocznę” – oto ja. W jednym z pierwszych miesięcy wypracowałam dobrze ponad 450 godzin. Czy po to otwierałam działalność? Chyba nie. Czy zajeżdżając się pracą wykonywałam ją równie dobrze co na początku miesiąca? Absolutnie.

Łatwo wpędzić się w wir pracy, szczególnie, gdy nie potrafisz oszacować czy przypadkiem nie bierzesz na siebie za dużo. Ja oczywiście mam takie tendencje i zawsze myślę, że “mogę jeszcze więcej” i “dam radę”. Problem w tym, że gdy startowałam z firmą, to naprawdę wzięłam na siebie za dużo; za dużo sportowców pod opiekę, firm do współpracy, obowiązków i gałęzi działalności, przez co w żadnej z nich nie czułam się w 100% spełniona. Mniej znaczy więcej. Zrozum to szybciej niż ja 🙂

2. Nie ma rzeczy niemożliwych.

Ok, trochę kłamię. Nie musiałam zakładać firmy, by to wiedzieć. Zawsze, gdy ktoś mówił, że coś jest niemożliwe do realizacji, grzecznie słuchałam, po czym konsekwentnie realizowałam swój plan. 90% moich marzeń, które spełniłam, były właśnie tymi niemożliwymi do zrealizowania.

Pamiętam, że przed wyprowadzką do Warszawy zapisałam trzy takie “trochę zawodowe” marzenia na kartce. Trzy kompletnie abstrakcyjne pomysły, na których realizację miałam wówczas zerowe szanse. Dwa z nich już zrealizowałam (z wielką nadwyżką!!!), realizacja trzeciego jest na wyciągnięcie ręki.

Nie da się? Jasne.

3. Płać dopiero po wykonanej pracy.

 “Gotowe, zaraz wysyłam, dej pieniążki”. 

A tak, na to się nacięłam. Dałam, wysłałam. Na gotowy projekt czekałam jeszcze trzy tygodnie. Znajomi, nieznajomi, małe firemki, wielkie koncerny. O ile płatność przed odbiorem nie wynika z umowy, o tyle nie daj się na to nabrać. Dla niektórych nie ma większej motywacji jak zapłata, którą mają otrzymać po wykonanym zadaniu. Jeśli zapłacisz przed, motywacja zniknie wraz z Twoją gotówką z konta.

4. Część rzeczy jest trudniejsza niż zakładasz.

Kiedy zakładałam firmę, myślałam, że niektóre zadania będę w stanie wykonać w ciągu dłuższej chwili. Niestety. Część z nich, która miała zająć kilka minut, potrafiła zająć… kilka godzin, a jedna nawet kilka dni. Podobnie było z ludźmi. Wydawało się, że niektórzy są do ogrania i współpraca będzie prostsza. A jednak nawet mi potrafiły czasem opaść ręce ze złości. Z boku wszystko wydaje się prostsze. Ale to nie powód, by się za to nie zabierać.

5. Życie poza pracą to nie luksus, a cholerny obowiązek.

To dla mnie najważniejszy wniosek. Mój styczeń i luty wyglądały tak: sen, praca, praca, praca, praca, sen. Każdy, kto pracował kiedyś w domu, pewnie zna taki problem. Kiedy mieszkasz z kotem i pracujesz w domu, motywacja do tego, by wyglądać jak człowiek, bywa czasami mniejsza od pragnienia, by pracować więcej i więcej. Mój pierwszy miesiąc pracy wyglądał tak, że zaraz po przebudzeniu myłam się, zakładałam soczewki, schodziłam “na ochronę” po catering, a przez następnych 16 godzin zalegałam przed komputerem, pracując aż do późnej nocy, gdy musiałam w końcu pójść spać. Praca po 16, a nawet 18 godzin dziennie była standardem. Ciągle wydawało mi się, że “przecież muszę”, więc i szkoda było mi czasu na kawki z koleżankami czy “bezsensowne” spotkania. Do dziś nie przywitałam się z Netflixem i nigdy nie weszłam na Aliexpress w obawie, że zabiorą mi cenny czas. Kiedy w połowie marca zauważyłam, że od dwóch miesięcy nie rozpakowałam kartonów po przeprowadzce, stwierdziłam, że pora na zmiany. Kiedy w maju przez trzy dni powtarzałam, że nienawidzę swojej pracy, dotarło do mnie, że albo się wyluzuję i znajdę punkt odbicia, albo zawinę biznes szybciej, niż go założyłam.

6. Konsekwentnie idź do wyznaczonego celu, systematycznie modyfikując trasę.

Zakładając firmę miałam całkiem niezły plan. Rozpisane więcej niż sporo; szczegóły, ogóły, co się tylko da. Problem w tym, że po miesiącu część z tych planów nie miała już racji bytu.

Dobrze jest mieć plan jako taki, wielkie marzenia i cele, do których dość ogólnie zmierzasz, jednak koniecznym jest bieżące modyfikowanie trasy do osiągnięcia ich. Podstawą jest wsłuchanie się w potrzeby Twoich klientów i analizowanie działań swoich firmy pod kątem tych, które się sprawdzają, jak i tych, które okazały się być niewiele wnoszące. Wyciąganie wniosków na bieżąco, może doprowadzić Cię dalej, niż twarde trzymanie się planu, który uległ przedawnieniu.

7. Rozmawiaj z mądrzejszymi, nie słuchaj “małych ludzi”.

Hejterzy znajdą się zawsze. Niestety ich uwagi nie wnoszą z reguły nic poza ich wielką, życiową frustracją. Czy napędzi Cię uwaga kogoś, kto nie ma pojęcia o tym czym się zajmujesz? Raczej nie. Co innego uwagi tych, którzy naprawdę mają jakąś wiedzę w danym obszarze. Bierz z nich przykład, nie obrażaj się, gdy mówią, że dajesz ciała. Pytaj, spotykaj się, czytaj ich książki, wyciągaj dla siebie jak najwięcej. Lepiej uczyć się na cudzych błędach, niż swoich.

8. Pamiętaj, że praca… to tylko praca.

Tak, to, że jakieś zlecenie “nie wejdzie”, nie oznacza, że świat się skończył. To, że ktoś ze współpracowników doprowadził Cię do szału, oznacza dokładnie tyle, że doprowadził Cię do szału. Nie mniej, nie więcej. Firma funkcjonuje dalej, życie również nie przestało się toczyć. Pamiętaj, że nagminne przejmowanie się, prowadzi do wzrostu kortyzolu, a stąd już bliska droga do problemów ze zdrowiem. A jak zdrowia nie będzie, to uwierz mi – pracy też nie.

Wniosek numer dziewięć – gratisowo dla kobiet.

Znaj swoją wartość. Zawsze znajdą się tacy, którzy pomyślą, że skoro jesteś kobietą, bardzo zmotywowaną, by coś załatwić, można spróbować z tego skorzystać. Serio, nie musisz tego robić, by robić biznes. A wręcz nie powinnaś. Półroczne doświadczenie pokazuje mi, że każdy Pan, któremu na sugestie odpowiesz bardzo głośne “nie” i wytłumaczysz mu, że chyba sufit przypadkiem spadł mu na głowę, ze wstydu i tak zrobi wszystko o co poprosisz. Pamiętaj o tym i ciesz się życiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *