moja metamorfoza, slider

moja metamorfoza – rok później

Ten wpis musiał się w końcu pojawić, a moja metamorfoza musiała mieć jakieś “po”. Przypominam sobie trzydziesty pierwszy lipca zeszłego roku i pierwszy wpis (PRZECZYTAJ: TUTAJ) z cyklu moja metamorfoza. “Ciężko pisać o FIT, kiedy tkwisz w FAT.”- pamiętam, że gdy to napisałam, odetchnęłam z ulgą. Podzieliłam się z Wami moim koszmarem i przez kolejne tygodnie, codziennie dostawałam dziesiątki, a nawet i setki wiadomości, że dziękujecie za te wpisy, że jesteście w tym samym ciemnym lesie, że ktoś napisał to, co siedzi w Waszych głowach, że kaszana i deprecha i że fajnie, że jesteś Marta, bo jedziemy na tym samym wózku.

“Wiesz jak to jest, gdy każdego dnia budzisz się grubsza? Gdy dzień za dniem, Twoje zgrabne cycuszki robią się większe i większe? Gdy Twoja ręka zamienia się w łapę, a naprawdę świetne nogi, przypominają sklepowe parówki we flaku? Eureka, wiem.”

Jak to jest tyć, kiedy ćwiczysz i jesz zdrowo? Jak to jest słuchać, że “oho, chyba się nie głodzisz”, gdy Ty łapiesz się na tym, że nawet jedząc bułkę, myślisz o tym, że to cukier? Pamiętam taki test; 7 dni, 9 treningów, mało węgli, dużo snu i praktycznie 0 alkoholu, słodyczy, czego tam jeszcze. Efekt? + 6 kilogramów. Nie myślałam o tym, że się popłaczę. Po prostu ryczałam jak szalona. Nienawidziłam świata i ludzi. Nienawidziłam ich i denerwowało mnie w nich wszystko, a we mnie denerwowało mnie jeszcze bardziej.

Nagle zrozumiałam wszystkie koleżanki z Hashimoto. Wszystkie te pieprzone historie o tym, że one trzymają dietę i nie chudną. Ja też nie chudłam. Ja cały czas tyłam. W ciągu mniej więcej TRZECH MIESIĘCY, PRZYTYŁAM 18 KILOGRAMÓW! Ja, osoba aktywna. Ja, osoba, która nie mieszka w KFC. Co było dalej? Sami wiecie (jeśli nie, zajrzyjcie do tego działu: MOJA METAMORFOZA). Na badania i lekarzy wydałam z 10 000 złotych. Bywało, że odbierałam wyniki i na 39 badań, prawie połowa nie była w normie.

Główni winowajcy?

  • prolaktyna (po obciążeniu kilka tysięcy jednostek za dużo)
  • testosteron (Panowie, możecie zazdrościć)
  • kortyzol (zdecydowanie za wysoki)
  • glukoza (wysoka)
  • insulina (insulinooporność)
  • podwyższone TSH
  • Ft3 lub ft4 poza normą (już nawet nie pamiętam który z nich)
  • no i morfologia wiecznie pokazująca stan zapalny

Jak się leczyłam?

Nieprędko trafiłam do dobrego endokrynologa (Elżbieta Deptuła-Krawczyk – nadal polecam!), ale z doświadczenia mogę powiedzieć, że warto szukać do upadłego. Pamiętajcie, że otyłość, to tylko dodatek. Prawdziwe objawy i tragedie są w środku. Jeśli więc naprawdę chcecie się leczyć – szukajcie i inwestujcie (w co, jeśli nie w zdrowie?). Jeśli nie wiecie od czego zacząć, sprawdźcie wpis JAKIE BADANIA ZROBIĆ?

hiperprolaktynemia i insulinooporność

Skupiłyśmy się na dwóch problemach: mocnej hiperprolaktynemii i insulinooporności. I tak na zbicie prolaktyny brałam Dostinex (nie jest tani, ale warto), a na insulinooporność Glucophage XR 1000 mg. Trwało to kilka miesięcy, przy czym aktualnie nie biorę żadnego z tych leków, gdyż Dostinex chwilowo nie jest mi potrzebny, a metformina (Gluxophage) hmmmm. Metformina zrobiła mi więcej szkód niż pożytku. Nie będę tutaj obrzydliwą ciocią, która opisuje szczegóły, ale jeśli braliście kiedyś metforminę, to wszystkie te objawy, które najczęściej występują, u mnie zamieniły się w ich odwrotność. Dodatkowo po metforminie wypadła mi chyba połowa włosów, a i tak nie był to numer jeden najgorszych skutków jej przyjmowania. Metforminę odstawiłam więc dość szybko i postanowiłam kontynuować kurację dietą i odpowiednim ruchem, nawet kosztem dłuższego zbijania.

Ile SCHUDŁAM i w jakim czasie?

Początkowo udało mu się zrzucić ok 13 kilogramów. Zajęło mi to mniej więcej pół roku. Jednak po tych trzynastu moja waga zaczęła się wahać. Woda łapała mnie tak mocno, że różnice na wadze w ciągu dnia wynosiły do 5 kilogramów!!! Waga nieco wzrosła i ani drgnęła. Trzymałam dietę, biegałam pod maraton i nic. Dalej stała. Całkiem niedawno zaczęłam uzupełniać poziom wapnia (nie jem nabiału, więc znajoma dietetyczka zasugerowała, że to może mieć związek) i zbadałam poziom witaminy D, który mimo przyjmowanej dawki (10 000 w suplach codziennie) był poniżej 30. Zaczęłam więc uzupełniać nie tylko wapń, ale i witaminę D w leku i w krótkim czasie zrzuciłam kolejne kilogramy, by dziś móc powiedzieć, że w ciągu roku schudłam już ponad 18 kilogramów! Minus 18 kilo przy normalnej diecie, to niezły wyczyn, ale minus 18 kilogramów przy insulinooporności, to coś więcej niż przenieść góry. Jeśli ktoś nigdy nie był w takiej sytuacji, to zwyczajnie jej nie zrozumie. Bywały okresy, że zrzucenie 200 gramów było dla mnie MARZENIEM (nierealnym).

Co dalej?

Pozostało mi “dokończyć” nogi i ogarnąć plecy, które dalej są dość marne. Ale, ale. Dziś patrzę na wyniki i padam z dumy. A przede wszystkim ze szczęścia. Bynajmniej nie dlatego, że schudłam (choć owszem, również), ale dlatego, że po unormowaniu hormonów, moja psychika wróciła do normy. Nie będę się tu rozpisywać co się z nią działo, bo nie raz już TU o tym pisałam, ale cieszę się, że dziś mój stan jest na tyle stabilny, że mogę normalnie funkcjonować.

 

MOJA METAMORFOZA

Moje wymiary przed i po:

Biust: 88 cm || Rok temu: 121 cm ( -33 cm !!!)

Talia: 64 cm || Rok temu: 88 cm ( -24 cm )

Biodra 91 cm || 105 cm ( -14 cm)

 

Zawsze śmieszą mnie te telewizyjne pozdrowienia i wysyłanie buziaków do sąsiadek i psów znajomych, ale to jest taki moment, w którym naprawdę bardzo chciałabym podziękować: Mateuszowi Lipce, który był moim największym wsparciem, doskonałym trenerem, specjalistą i ratunkiem. Do końca życia będę się modlić za jego zdrówko, bo gdyby nie on, pewnie już dawno wylądowałabym w psychiatryku (to nie żart :)). Jeżeli jesteście z Warszawy i szukacie kogoś, kto naprawdę potrafi walczyć z Waszymi hormonami lub po prostu tkanką tłuszczową, to musicie zajrzeć do PT Studio (ul. Racjonalizacji 6/8). Wielkie podziękowania dla Cud i Miód Catering, bo dzięki nim to obrzydliwe trzymanie diety, jest cały czas naprawdę bardzo smaczne i dużo prostsze (szczególnie, gdy pracujesz po 16 godzin na dobę). Jeśli jesteście z Warszawy, Poznania, Szczecina lub Wrocławia, to szczerze polecam – pyszny catering. Na hasło BAZYLIOWY MUS macie u nich 10% zniżki. I na koniec wielkie podziękowania dla Huberta Kęski. Co prawda nasz związek nie przetrwał tej próby, ale doceniam fakt, że nigdy nie zadzwonił po policję, gdy miałam ochotę go zabić z powodu braku powodu oraz skupiał się na pozytywach (“super, biust masz każdego dnia  większy”), a nie negatywach (m.in. zapomniał przy tym dodać, że brzuch ciężarnej, to również mój brzuch).

No i na koniec ZDJĘCIA.

Nie będę kłamać: panicznie boję się Wam to pokazać. Bo co by nie mówić, chora nie chora, to jednak byłam to ja. Ja i moja 1/3 metra więcej w klatce, ja i mój ciążowy brzuch 😉 No i ja w bieliźnie, choć raczej nie mam w zwyczaju wrzucać takich zdjęć publicznie. Ale wrzucam, by te duszyczki, które kibicowały mi od roku, wiedziały, że się da. Choć nie będzie lekko. No to siuuuuup.

PS. Jeżeli macie jakieś pytania (a wiem, że na pewno będzie ich sporo), piszcie na http://facebook.com/bazyliowymus lub http://instagram.com/bazyliowymus.

(brzuch przed i po)

(plecki przed i po)

(plecki przed i po)

(nogi na koturnie przed i na obcasach po)

(piersi przed i po)

(piersi przed i po)

(ręce przed i po) 

(spójrzcie na ten brzuch na pierwszej focie ;-))

(buzia/broda przed i po)

(buzia/broda przed i po)

(brzuch przed)

(“brzuszek” przed)

(brzuch aktualnie)

(fałdy i brak fałdy)

(nogi po)

(nogi przed i po)

(aktualnie)

(nogi obecnie)

 

8 thoughts on “moja metamorfoza – rok później

  1. Wiem przez co przechodzilas..Ja w ciągu 2 lat przytylam 38 kg! Moi sąsiedzi myśleli że jestem w ciąży bo nikt nie mógł uwierzyc,ze tak szybko można przytyć tak dużo.Chodzilam na silownie 6 razy w tygodniu po 2 h treningu cardio i silowego,jeździłam tygodniowo 80 KM na rowerze i co? Nic…Chodziłam od lekarza do lekarza,którzy robili mi poziom cukru(ktory mam bardzo niski) bo każdy sądził ze mam cukrzycę z taka wagą.Jak mowilam ile ćwiczę i co jem,nikt mi nie wierzył.Zawsze na koniec wizyty z ironicznym usmieszkiem mówili mi :”mniej jedz”.Bylam załamana.Wstawalam o 5 robilam cardio (moje nogi ,stawy odmawialy posłuszeństwa),potem silownia,praca a po pracy na piechotę 6,5 km do domu i wieczorem cardio z psem.Meczylam sie i pocilam.Nikt mi nie wierzył .W pracy mówili, że pewnie “zajadam stres” .
    W domu moj maz uparcie oskarzal mnie o obzeranie sie w pracy.Nawet jak chodziłam z dziennkiczkiem ćwiczeń i diety do lekarza, to patrzyli na mnie z niedowierzaniem.Ich spojrzenie mówilo jedno “klamie”.Wpadlam w wir drastycznych diet i morderczych ćwiczeń.Potrafilam zrobic 680 brzuszków dziennie i stac w planku po 10 minut…i nic. Moje malzenstwo sie posypało.Moj maz sie mnie wstydził.Wszczynal awantury, ze go oklamuje i obzeram sie po kryjomu.Bo przecież jestem jakimś pieprzonym perpetuum mobile , skoro niemal nic nie jem i tyje.W kulminacyjnym momencie wazylam 118 kg przy wzroście 168 cm.Moj mąż zalozyl konta na portalach randkowych i zaczal umawiać się z innymi. Twierdził,że to oszukałam bo mialam schudnąć a zamiast tego tyje. On nie chce całego życia spędzić z grubasem i chce spotykać się z innymi pieknymi kobietami.Twierdzil,ze nigdy do niczego nie dojde i nie awansuje bo kazdy jak widzi takiego grubasa mysli “len”.Moj swiat legl w gruzach.Bylo mi wstyd.Udawalam na zewnątrz, ze wszystko jest ok ,bo glupio jest przyznać, że maz mnie zdradza i żąda rozwodu bo jestem brzydka i gruba. Mialam myslu samobojcze.Biegalam wieczorami mostem nad droga ekspresową i ciągle zastanawiałam się jak by to było gdyby mnie nie było.Zrobilabym przysługę mojemu mężowi i znikła by gruba baba z jego życia, która na dodatek nie moze zająć w ciążę.
    Momentem przełomowym byl pewien listopad.Stalam wieczorem przy moście.I chcialam ze sobą skończyć. Jednak nie mialam odwagi tego zrobić bo okazalo sie ze ponad wszystko kocham swoją mamę.Gdybym to zrobiła zabilabym ja. Zlamalabym jej serce. Ona nigdy by sobie nie wybaczyla ze jej jedyna córka skończyła z mostu.Obwinialaby siebie.Pomyślałam, że skoro siebie tak nienawidzę to będę żyć chociaz dla niej. W tym samym tygodniu bylam u 3 różnych endokrynogow.Poprosilam o wszystkie możliwe badania.Nie czekałam az mi dadzą.Zadalam skierowań. Wyniki przyszły w następnym tygodniu… testosteron bardzo wysoki, kortyzol gigantycznie wysoki,mega insulinoopornosc, niewielka niedoczynność tarczycy. Otrzymałam leki i dalej robilam to co robilam wczesniej, czuli dieta i ćwiczenia.W ciągu pół roku schudłam 26 kg! I to był mój wyczyn życia…Bo kosztowało mnie to zerwaniem więzadeł w kolanie,urazami stawów,rzepki i lekotki.Nie poddawalam się i nie poddaje.Muszę zrzucić jeszcze 15 kg choc teraz jest mi bardzo ciężko.Pierwsze kg schodza najszybciej.Wyniki mi się nie poprawiają ale wciąż biore leki i wierzę, że kiedyś pomogą i może kiedyś uda mi się być mamą . Jestem obecnie w trakcie rozwodu, mój maz znalazł sobie inną “chudsza” przyjaciółkę ale nie to się liczy…
    Najważniejsze, że mam dla kogo żyć (pomimo, że jestem sama) i uwierzyłam w siebie..Dziewczyny wierzę w Was.Pomimo, że może już same w siebie nie wierzycie.Na sama myśl jak sie wtedy czulam i w jakiej czarnej dolinie byłam łzy mi napływają do oczu.Wiem jak to jest kiedy jest się samym z problemem i nikt Wam nie wierzy.Jestem z Wami całym sercem! Życzę Wam i sobie powodzenia…

  2. Wiem przez co przechodzilas..Ja w ciągu 2 lat przytulam 38 kg! Mój sąsiedzi myśleli że jestem w ciąży bo nikt nie mógł uwierzyc ze tak szybko można przytyć tak dużo.Chodzolam na silownie 6 razy w tygodniu po 2 h treningu cardio i silowego,jeździłam tygodniowo 80 KM na rowerze i co? Nic…Chodziłam od lekarza do lekarza,którzy robili mi poziom cukru(ktory mam bardzo niski) bo każdy sądził ze mam cukrzycę z taka wagą.Jak mowilam ile ćwiczę i co jem,Nikt mi nie wierzył.Zawsze na koniec wizyty z ironicznym usmieszkiem mówili mi mniej jedz..Bylam załamana.Wstawalam o 5 robilam cardio (moje nogi ,stawy odmawiał posłuszeństwa),potem silownia,praca a po pracy na piechotę 6,5 km do domu i wieczorem cardio z psem.Meczylam sie i pocilam.Nikt mi nie wierzył w pracy mówili że pewnie “zajadam stres” w domu a moj maz uparcie oskarzal mnie o obzeranie sie w pracy.Nawet jak chodziłam z dziennkiczkiem ćwiczeń i diety do lekarza to patrzyli na mnie z niedowierzaniem.Ich spojrzenie mówili jedno “klamie”.Wpadlam w wir drastycznych diet i morderczych ćwiczeń.Potrafilam zrobic 680 brzuszków dziennie i stac w planu po 10 minut…i nic. Moje malzenstwo sie posypało.Moj maz sie mnie wstydził.Wszczynal awantury ze sie obzeram po kryjomu.Bo przecież jestem jakimś pieprzonym perpetuum mobile skoro niemal nic nie jem i tuje.W kulminacyjnym momencie wazylam 118 kg przy wzroście 168 cm.Zalozyl konta na portalach randkowych i zaczal umawiać się z innymi. Twierdził że to szukałam bo mialam schudnąć A on nie chce całego życia spędzić z grubasem i chce spotykać się z innymi pieknymi kobietami.Twierdzil ze nigdy do niczego nie dojde i nie awansuje bo kwzdy jak widzi takiego grubasa mysli “len”.Moj swiat legl w gruzach.Bylo mi wstyd.Udawalam na zewnątrz ze wszystko jest ok bo glupio jest przyznać że maz mnie zdradza i żąda rozwodu bo jestem brzydka i gruba. Mialam myslu samobojcze.Biegalam wieczorami mostem nad droga ekspresową i ciągle zastanawiałam się jak by to było gdyby mnie nie było.Zrobilabym przysługę mojemu mężowi i znikła by gruba baba z jego życia, która na dodatek nie moze zająć w ciążę.
    Momentem przełomowym byl pewien listopad.Stalam wieczorem przy moście.I chcialam ze sobą skończyć. Jednak nie mialam odwagi tego zrobić bo okazalo sie ze ponad wszystko kocham swoją mamę.Gdybym to zrobiła zabilabym ja i zlamalabym jej serce. Ona nigdy by sobie nie wybaczyla ze jej jedyna córka skończyła.Obwinialaby siebie.Pomyślałam że skoro siebie tak nienawidzę to będę żyć chociaz dla niej. W tym samy tygodniu bylam u 3 różnych endokrynogow.Poprosilam o wszystkie możliwe badania.Nie czekałam az mi dadzą.Zadalam skierowań. Wyniki przyszły w następnym tygodniu… testosteron bardzo wysoki, kortyzol gigantycznie wysoki,mega insulinoopornosc, niewielka niedoczynność tarczycy. Otrzymałam leki i dalej robilam to co robilam czuli dieta i ćwiczenia.W ciągu pół roku schudłam 26 kg! I to był mój wyczyn życia…Bo kosztowało mnie to zerwaniem więzadeł w kolanie,urazami stawów,rzepki i krótki.Nie poddawalam się i nie poddaje.Muszę zrzucić jeszcze 15 kg choc teraz jest mi bardzo ciężko.Pierwsze kg schodzę najszybciej.Wyniki mi się nie poprawiają ale wciąż biore leki i wierzę, że kiedyś pomogą i może kiedyś uda mi się być mamą . Jestem obecnie w trakcie rozwodu, mój maz znalazł sobie inną “chudsza” przyjaciółkę ale nie to się liczy…
    Najważniejsze, że mam dla kogo żyć pomimo, że jestem sama i uwierzyłam w siebie..Dziewczyny wierzę w Was.Pomimo, że może już same w siebie nie wierzycie.Na sama myśl jak sie wtedy czulam i w jakiej czarnej dolinie byłam łzy mi napływają do oczu.Jestem z Wami całym sercem! Życzę Wam i sobie powodzenia…

  3. Wiem ile trzeba przejść aby tak wyglądać. Ale Ty dałaś radę i wsłuchałas się w swój organizm.
    Po tylu badaniach i poszukiwaniach jesteś tu i teraz. Piękniejsza i mocniejsza niż kiedykolwiek!!!

  4. Kochana, przede wszystkim gratulacje samodyscypliny i wytrwałości,i rozsądnego podejścia przede wszystkim! 😘😍👌💪 Doskonale Cię rozumiem. Ja utrzymałam 1,5roku efekty diety i będąc osoba bardzo aktywna sportowo zaszłam w ciążę. Zalecenie lekarza brzmiało jak wyrok, tylko spacery i pilates, gdy się biegało 400km w miesiącu. Nie jadłam pizzy i lodów na śniadanie, ale hormony tez zrobiły swoje. W efekcie dowalilam 23kg. Dziś mając 3 miesięcznego Klopsa i do zrzucenia jeszcze 4kg, wiem, że można wszystko. Klucz to systematyka i konsekwencja plus odpowiednia motywacja. Powodzenia i buziaki! Jesteś WIELKA, choć niewielka bardzo 😊🥰

  5. Wow, super! ❤️❤️❤️
    Teraz chyba czas na mnie, po porodzie (minęli już 14mc) a ja nadal nie ruszyłam dupska do aktywności fizycznej 🙁 swoją droga moja praca (torty) nie pomaga 🙈

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *