lifestyle, slider

podsumowanie roku

Cekiny, driny, pijane całusy, życzenia z obcymi ludźmi, hałas petard i zagłuszanie myśli, że te zeszłoroczne postanowienia, to jakby cały czas aktualne. Ale ten rok będzie lepszy, wyjątkowy. Nastąpi przełom, wygrasz w Totka lub chociaż weźmiesz bajeczny ślub, a w Twoim pięknym domku pojawią się piękne dzieci. Tak, tak, taki będzie ten rok. Albo wcale nie.

zeszłoroczne postanowienia

Pamiętam grudzień zeszłego roku. Od kilku tygodni byłam już singielką, co siłą rzeczy zapowiadało życiowe zmiany. Poszłam za ciosem, wystartowałam z firmą i jedyna myśl, która mi towarzyszyła, to, że teraz oto w końcu będę stuprocentową panią swojego losu. Skończy się praca dla kilku firm na raz, pełna dyspozycyjność i tyranie po piętnaście godzin dziennie. Będę ciężko pracować, ale pracować na swój sukces. Może w końcu znajdę czas na wakacje, kursy, rozwój, coś tam, coś tam.

Bozia miała inny plan. Przeprowadzka, praca po 18 godzin dziennie, ciągłe inwestycje – kiedy w końcu postanowiłam zrobić sobie pierwszy dzień w pełni wolny od pracy, był… wrzesień. Byłam wykończona. Cały czas walczyłam o swoje zdrowie (moja metamorfoza) i spełnianie marzeń i niby wszystko to się udawało, ale, gdy czytałam wywiad z Tomkiem Smokowskim o depresji, poczułam, że mówi moimi słowami. I kiedy wydawało mi się, że nie może być gorzej, wtedy świat zawalił się do końca.

szpital

Dokładnie pamiętam dzień, w którym tata trafił do szpitala. Niby nic nadzwyczajnego, bo przecież miał umówioną operację. Ale jak zadzwoniła mama i powiedziała, że taty nie przyjęli i że poszedł prywatnie na prześwietlenie, a stamtąd zabrało go pogotowie, bo chyba ma zawał i “wsiadaj w pociąg Marta”, nie potrafiłam się już uspokoić. I choć zawału nie było, stan taty okazał się stabilny i znów wszystko przez chwilę miało być jak wcześniej, że leczymy, czekamy na operację, usuwamy nerkę i wychodzimy ze szpitala, to jednak nic już do normy nie wróciło. Tamte tygodnie (przed i po śmierci) były takie same. Wstać, umyć zęby, założyć spodnie – oto moja codzienna misja. Gdy tata żył, dochodził do tego szpital. Wszystko inne miałam kompletnie gdzieś. Jakiekolwiek zobowiązania, jakiekolwiek spotkania, wszystko to było nieważne. Po jakimś czasie wstałam z tego łóżka i ruszyłam wyprzedawać jego sklep wędkarski. Spotykanie się z ludźmi, słuchanie kolejnych komentarzy na jego temat… to wszystko jest dla mnie niczym jakaś terapia.

podsumowanie

Ten rok był przede wszystkim wielką nauczką. Zawsze podkreślałam, że moją największą siłą są rodzice, którzy nieustannie we mnie wierzą i mam nadzieję, że Zbysiu z jakiejś chmurki cały czas pilnuje, byśmy z mamą i siostrą nie zmarnowały tego, co nam zostało. Nieco mądrzej podchodzę już do życia i nie chcę marnować już siebie dla jakiejś wydumanej idei. To super, że wszyscy klepią mnie po plecach, że mam świetną pracę, ale czy naprawdę muszę pracować bez końca? Pamiętam dwa momenty, w których zrozumiałam jak bardzo jest to bez sensu. Pierwszy, gdy tata trafił do szpitala i napisałam do kilku osób, z którymi współpracuję, że od teraz będę dyspozycyjna tylko (!!!) 50 godzin tygodniowo. Drugi, gdy z tatą było gorzej, jechałam do Poznania i rozmawiałam z jednym z podopiecznych, a ten powiedział: “Marta, za dużo na siebie wzięłaś. Zobacz; robisz to, to, to i tamto – to za dużo”, a ja czułam, że nie wymienił nawet jednej piątej moich obowiązków. Zagubiłam się i zajechałam się do granic możliwości. Myślałam, że jak wezmę pracownika, który będzie moją prawą ręką, nieco mnie odciąży, ale w gruncie rzeczy, okazał się bezsensowną inwestycją. Dziś w końcu rozumiem, że w moim przypadku, najlepszą inwestycją będzie inwestycja w odpoczynek, którego permanentnie mi brakuje.

zaskoczenie?

Ludzie. Poza kilkoma osobami, które dały ciała (w końcu to w takich sytuacjach zawsze wychodzi kto jest kim), dostałam przeogromne wsparcie. Codziennie wydzwaniał telefon i przychodziło po kilkadziesiąt wiadomości z zapytaniem o tatę, z informacją, że ktoś dał za niego na mszę, ktoś inny się pomodlił, a ktoś jeszcze inny trzyma kciuki. Ktoś z pracy powiedział, że przez ten czas może pracować za darmo, że może wziąć na siebie moje obowiązki, ktoś inny, że wszystko za mnie ogarnie. Mogę powiedzieć z dumą, że mam naprawdę super przyjaciół. I na to wszystko jeszcze przyjaciele taty. Niektórzy z nich okazali się być ludźmi ze złota. Ich zachowania są bardzo budujące i tak po ludzku piękne. Na pogrzebie taty było kilkaset osób. Wielu z nich okazało nam niesamowite wsparcie. Nigdy bym się nie spodziewała, że w takiej sytuacji, ludzie tak bardzo pokażą, że można na nich liczyć. Dotarło do mnie coś, co pewnie jest logiczne, ale czego wcześniej nie zauważyłam – przyjaciel to nie ten, który mówi, że nim jest, a ten, który nie musi tego mówić, bo to po prostu da się odczuć.

Postanowienia, plany?

Sama nie wiem, może lepiej jest nie planować? Chcę zdać w końcu prawko, zacząć więcej podróżować, bardziej korzystać z życia i zainwestować w siebie. Nie zwariować z tęsknoty za tatą. Chcę się nauczyć chodzić, zamiast ciągle biec. Wyznaczać sobie cele, takie realne do zrealizowania, takie na miarę moich aktualnych sił, a nie tych, które co prawda mogę osiągnąć, ale które są ponad nie. I tyle. A miłość, kolejne utracone kilogramy, maratony, nowe buty i wszystko inne? Będzie co ma być.

Wszystkiego dobrego. Dużo siły, wiary i jeszcze więcej zdrowia. 

4 thoughts on “podsumowanie roku

  1. Też przechodziłm ten etap przepracowania i zajechania się do granic możlwości… Przyszła niedoczynność tarczycy i Hashimoto i 20 kg w pakiecie nie pytając o to, czy mam ochotę oddać moją energię… 2 lata temu kolejny raz życie mi pokazało, że tak łatwo stracić relacje z najbliższymi, tak łatwo stracić zdrowie ( podwyższone normy cukru) w imię mobbingu i szefa furiata. Przewartościowałam wtedy wszystko. 2019 rok pokazał mi, że da się żyć według własnych wartości i celi, ale nie za cenę walenia głową w mur, bo skrzywdzę tym tylko samą siebie. Życzę ci dużo siły i spokoju. Jesteś typem wojownika, jak ja- takim nieśmiertelnym wręcz 😅. Życzę ci dobrego życia i najlepszego roku 2020 😘

  2. Każde takie doświadczenie daje nam nowy pogląd na pewne sprawy. Trzeba pracować żeby żyć, a nie żyć żeby pracować. Życzę Ci abyś spełniła wszystkie plany na nowy rok. Nie lubię słowa postanowienia.

  3. Życie czasem daje nam po gębie. Bezpardonowo, nie pyta czy jesteśmy gotowi. Nie mamy na to żadnego wpływu poza tym, że w końcu i tak dotrze do nas, ze to tylko chwila…Że za moment otrzepiemy się i pójdziemy dalej. Silniejsi.
    Przytulam…

  4. Jesteś wyjątkową, silną, mądrą kobietą.. Cokolwiek zrobisz będzie to Twoja droga – najsłuszniejsza jaka może być, bo wybrana przez Ciebie! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *