lifestyle, moja metamorfoza

hiperprolaktynemia atakuje

Szara kanapa, kremowy koc. Leżę. Gapię się w sufit z nadzieją na znak, który zmotywuje mnie, by zwlec się choć na chwilę. Bardzo bym chciała, ale tak bardzo mi się nie chce. Hormonalna bomba, trochę płacz i bezsilność i taki to właśnie ten Wielki Poniedziałek. Hiperprolaktynemia atakuje. Który to już raz?

Płacz, poddenerwowanie. Ból piersi nie do opisania. Po co biorę te leki, skoro mam wrażenie, że i tak nie działają? Puchnę niczym nadmuchana żaba zawinięta w za mały flak od taniej parówki.

Na telefonie przeglądam internet. Wszyscy tacy zdolni, gdzie się podziały moje zdolności? A może wcale ich nigdy, nigdy nie było? NIGDY NIE BYŁO. Ścieram rozsypany puch, okruszki po waflach ryżowych. Rozpłakałabym się ponownie. Dziś powód jest nieistotny, dziś powodem jest wszystko. Hormony, pieprzone hormony. Why always me?

Klik, delete. Przecież w internecie ma być wesoło, a nie szczerze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *