lifestyle, slider

Marta, wstań

Dzień dobry, pobudka. Wiem, że siedziałyście wczoraj z mamą do rana, ale zaraz jadę po babcię, wstawaj. Otwieram jedną powiekę, spoglądam na zegarek, odkładam telefon “na dwie minutki” i śpię dalej. “Marta, wstań”. Mówi nerwowym tonem i lekko podirytowana wstaję. Nienawidzę się zrywać, ale wiem, że “Marta, wstań” powiedziane w ten sposób, to “Marta, wstań”, z którym nie ma żartów. Wstaję, myję buzię, pytam mamy czy w czymś pomóc, ale ona jak zwykle “sama zrobi najlepiej”, więc wrzucam łachy i idę się malować.

Kilka minut względnego spokoju, atmosfera jakby się zagęszcza. Rozkładam obrus, układam talerze, baranka z masła i świnkę z cytryny. Jest bukszpan, pisanki, których nikt nie robi tak, jak mama, szynka, poświęcony chleb i chrzan i wszystko to, co powinno się tam znaleźć.

“Marta, popraw mi kołnierzyk.”

Nie było roku, żeby tego nie powiedział. Zawsze krawat, biała koszula i pół litra dobrych perfum na niej – “bo jak mniej, to nie czuję”. Później jechał po babcię i przyjeżdżała reszta, “spotykamy się, by podzielić się jajeczkiem”, te jego krótkie, konkretne przemowy, życzenia, buzi buzi i dalej, jemy, bo czterdzieści dni szynki nie jadłem. I było fajnie. Siedzieliśmy, gadaliśmy. Po wszystkim kawka, Marysia, chodź zrobić z dziadkiem. Najlepszy sernik z brzoskwiniami, co go zawsze piecze mama i jego “pójdę się na pół godziny położyć, boli mnie brzuch”. Zawsze zjadał za dużo, bo w poście nie jadł słodyczy.

… i do wieczora już tylko leżeliśmy i był relaks, rodzina, plotki, głupie filmy i czasem nawet hamak na działeczce. I na wieczór modlitwa, żeby rano miał litość lub zapomniał i nie oblał mnie wodą przed wyjściem na ryby.

Jak w listopadzie zmarł, to wiedziałam, że to będą smutne święta. Ale jak w czwartek ustaliłyśmy z mamą, że koronawirus i te sprawy i że święta to lepiej osobno, uświadomiłam sobie, że spędzę je całkiem sama. I nie usłyszę “Marta, wstań”, “popraw mi kołnierzyk”. Nie podzielę się też jajem, bo nie będzie z kim. Nie zrobię sobie pisanek, najwyżej jajecznicę.

Nic w życiu nie było dla mnie nigdy tak ważne jak rodzina. Jedyny stały punkt w moim popieprzonym świecie. Mamusiu, tatusiu kocham najmocniej. Zawsze to powtarzałam. Smutno, że w tym roku nie powtórzę. I pewnie się zaszlocham.

2 thoughts on “Marta, wstań

  1. Ja,poniedziałek miałam lany a piątek od 6.00 życie bez Mamy… To był 13 piątek 🥴.
    Nie przepadam za tymi Świętami…
    Trzymaj się Marto! Oni patrzą na nas i pilnują 😘.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *