slider

intymne.

Zimne wino rozlewa się we mnie, jak i ja wczorajszym wieczorem w zdaniach bez słów, przepełnionych emocjami i rozchwianiem. Leżę. Znów czytam Twardocha, słyszę wyraźnie każde jego zdanie, widzę je jeszcze intensywniej. W przerwach stalkuję instakonto Palikota. O rany, rany, rozpływam się. Z każdym łykiem coraz mocniej.

Złoty zegarek na musztardowej poduszce, gładka bielizna, ciepłe powietrze, niespełnione marzenia. Ten dzień był trudny. Siedemset analiz, osiemset problemów ze zdrowiem. Im mocniej o nie dbam, tym mniej mi się udaje. Trochę się boję. Nieczęsto, ale tym razem tak. Zawroty głowy nie wyparowały, pozostały urojenia. Dałabym sobie głowę uciąć, że dziś rano rozmawiałam z Bartoszem. A jednak wcale nie. Może tylko mi się śniło, a może pora na tomografię.

Przez pół dnia na górze Messengera wyświetla się jak na złość. Nie da się ukryć, widoczny niczym plama na obrusie po niedzielnym obiedzie. Zielone kółeczko dostępności razi po oczach, przypomina, że kto nie ryzykuje ten nie pije szampana, ale i ten wstydu nie zna. Mój cholerny wyrzut sumienia. Z niesmakiem przełykam ślinę, marzę, by cofnąć czas i sprzedać odwagę na pchlim targu. Poczucie wstydu mnie dobija, nienawidzę sytuacji, nad którymi nie da się zapanować. To była jedna z nich. Mam nadzieję, że jedyna i ostatnia.

Nocą już tylko CocoRosie. I ten Twardoch, co mi nigdy spać nie daje. “Nie nie bezwstyd lecz niewstyd”, ależ to ładne. Ten to się Bozi udał.

“Podobno perły powstają z cierpienia małży: ziarnko piasku, które dostaje się do muszli tak boli, że zmusza do wytworzenia pancerzyka. Powstaje coś pięknego i doskonałego.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *