slider

Nie tędy droga, moja droga

Dorośli ludzie z pokorą przyjmują porażki. Ale nie ja. O rany, rany, słuchaj, nienawidzę tego świata. W głowie tupię nóżkami niczym małe dziecko i sama się na siebie denerwuję. Przez 17 minut wszystko jest na nie. Nigdy więcej niczego więcej. Dojrzałość? Średniawka. Pracuję nad tym, ale efekt zostawiłam chyba w przedszkolnej szatni.

Dwa dni jojczenia. Bo ojeju, taka jestem grubiutka i głupiutka. A w ogóle to stara i brzydka I słuchaj Hubercik, wobec Ciebie to nawet jeszcze trochę nielojalna. A nielojalna to powinna być ona, nie ja. A Hubercik serce na dłoni i pociesza, że “chyba nie da się racjonalnie o rzeczach nieracjonalnych” i że remis i uśmiechnij się Marta i wcale nie jesteś taka stara, choć osobiście wolę sto lat młodsze.

I beza z sąsiadką. Nic Ci nie pomoże jak beza z owocami w dobrym towarzystwie. No chyba, że tatar przyniesiony do łóżka, ale starym i grubym nikt ich nie przynosi. I tylko byle na klatce nie patrzeć w wielkie lustra, bo w nich widać cellulit, nawet, gdy już go prawie nie ma. Mają tam zamontowane wielkie lupy, które go powiększają i wyostrzają, by można było zobaczyć z bliska każdy pieprzony szczegół – jestem o tym przekonana.

A później godzina, druga, trzecia, trochę kawy, książek, pracy bez końca i… dobra zmiana. Ok, jednak nie jestem taka zła, czytam mądre książki, więc choć próbuję być mądrzejsza od siebie samej. Mam świetny tyłek, całkiem niezłą pracę, najlepszych bliskich. No i dobrze kucharzę. Cokolwiek, po prostu. Pik, pik, pik.

Wracam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *