moja metamorfoza, slider

Serdele zamiast nóg.

Żarty, żarciki. Zaraz wchodzę na wagę. Jeśli nie schudłam choćby 100 gramów, przestanę jeść. Albo z wściekłości zacznę jeść żelki. Kilogramami!

Wchodzę, nic a nic. Zero zmian. Dwa i pół kilo zeszło w dwa tygodnie i znów wszystko się zatrzymało. Już mi się płakać nie chce. 1800 kcal od Cud i Miód Catering, dwie godzinny dziennie na rowerze, regularne treningi z gumą. Nawet kot solidarnie przeszedł ze mną na dietę. Wszystkie te triki na podniesienie metabolizmu i… nic.

jestem tłuściochem

Na początku sierpnia znów mam lekarza. Wiem, że moje hormony jeszcze nie są w normie, nie wiem co z tym pieprzonym TSH. Mój cukier pewnie nigdy nie będzie ok, ale litości, już prawie nie jem słodyczy, a od dwóch lat każdy jeden posiłek sprawdzam pod kątem ładunku glikemicznego.

Biust zmienił rozmiar z H na C, więc prolaktyna chyba spadła. Dlaczego nogi nie spadły razem z nim? Mam serdele. A przecież nogi zawsze były moim atutem. Czy mam jeszcze jakieś wizualne atuty poza super biustem? Biustem, który kojarzy mi się tylko z hiperprolaktynemią, więc nawet nie potrafię się już nim chwalić? 1000 myśli, bełkot.

hiperprolaktynemia mnie prześladuje

Co jest ze mną nie tak? Co tym razem się okaże? Czy zamiast być zdrowszą, jestem coraz bardziej chora? Czy może po prostu będę już sobie ulana do końca życia, nigdy się z tym nie pogodzę, wpadnę w depresję, przestanę się leczyć i lekkim krokiem wejdę w świat 100 kg +?

Od kiedy zaczęłam pisać o hiperprolaktynemii i insulinooporności, nie ma dnia, by ktoś nie napisał wiadomości: “hej, trafiłam na bloga, dziękuję, że piszesz, dajesz mi nadzieję”. To piękny motywacyjny kop, który i mi pomógł zrzucić ponad 20 kg (moja metamorfoza).

Dokąd odeszłaś Pani Nadziejo?

Tylko, że chwilowo nie mogę nikomu robić nadziei, bo sama nie mam jej za grosz. Czuję się okropnie, na dodatek w środę dostałam kosza, co tylko spotęgowało wysyp pytań i wątpliwości. Z drugiej strony… może to całe szczęście. Wiem, że samoakceptacja jest ważna i ogólnie luz, ale gdybym miała się teraz rozebrać przed facetem, chyba umarłby ze śmiechu.

Co dalej? Nie wiem. Śpiewam z tą dziewczyną z radia, że “taaaaaaaak mi sięęęęęęęę nie chceee”. W nic już chyba (pewnie chwilowo) nie wierzę, że będzie dobrze. Idę zrobić kawę, poczytać coś mądrego. Gdzieś na pewno jest lepszy świat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *