slider

Czy ubiję mojego hejtera?

Pamiętam tamten wieczór. Zobaczyłam konto na Twitterze i czułam jak zalewa mnie wściekłość. Małe spazmy, niemałe łzy, przeogromny szał. Gdyby “bohater” stał obok, pewnie biłabym go do nieprzytomności. Na szczęście go nie było.

Rodzino (a przede wszystkim MAMO!), znajomi taty! Jeśli przypadkiem czytacie ten tekst, kliknijcie proszę teraz krzyżyk w prawym górnym rogu strony i nigdy do niego nie wracajcie.

“Cycata blondyna”, która ma swoje zdanie. Na dodatek nie wstydzi się go wyrażać. Jedziemy z nią. Nie chciałabym się tu rozlewać i pisać o hejterach, bo w sumie mam ich niewielu, a i niewiele dla mnie znaczą.

Jest jednak jeden chłoptaś, który wyjątkowo chciałby skończyć z pistoletem w dupie. Czy powinnam mu to zafundować?

Zaczęło się niewinnie. “Śmieszne” docinki na Twitterze, nieśmieszne komentarze. Wiedziałam, że to jego metody, bo nie byłam jego pierwszą “ulubienicą”. Kilka razy zwróciłam uwagę publicznie, dwa razy prywatnie. “Daj mi spokój, mam ojca w szpitalu, jestem w ciężkim stanie psychicznym“. “Bardzo przepraszam, nie chciałem ci sprawić przykrości”. Grzecznie mówił: “sorry Martunia”. A potem zaczynał od nowa.

Długo ignorowałam, w końcu zablokowałam. Pojawiały się kolejne twitterowe konta. Wulgarne mniej, wulgarne bardziej. “Bazyliowe kurwisko” – kumam, że miało mnie to urazić, ale pudło, nie jestem “szmatą”. To mnie zresztą dość często zastanawia – skąd w hejterach przekonanie, że ich zdanie ma jakiekolwiek znaczenie?

Jesteś głupia i brzydka” – No nie, nie jestem.

Seplenisz, przytyłaś” – Tak.

Ciężko dyskutować z faktami.

Olewałabym dalej, ale, gdy ledwie pochowałam mojego ukochanego tatę, a gość założył konto “kręcące z tego bekę”, pękłam. Jestem otwarta na ludzi, empatyczna, pomocna, mam dobre serce, nie popieram agresji poza ringiem. Ale cholera, jestem człowiekiem. Gdyby tamtego wieczoru gość stał obok, chyba bym go zatłukła. Pogrążona w ciężkiej żałobie czytałam jak jakiś zakompleksiony cymbał odgrywa na mnie swoje nieszczęścia, udając mojego nieżyjącego ojca.

Przez następne dni odbierałam telefony. “Tu masz jego adres, tu adres jego rodziny. Jeśli trzeba mu wytłumaczyć, tylko powiedz.”

Dzwonili nadpobudliwi koledzy, znajomi pracujący na policji. Chętnych do pomocy nie brakło. Na Twitterze rzuciłam tylko, by dał spokój, bo też mu go zabiorę. A potem pomyślałam: “ale w sumie po co?”

I tu historia powinna się zakończyć.

Ale wczoraj znów zobaczyłam mojego “Zbycha” na Twitterze. Czytałam post pisany “przez mojego ojca”. Wyobrażacie sobie ten absurd? Wiecie co się wtedy czuje? Pewnie nie, ale może jesteście w stanie choć trochę wyobrazić szalejącą wściekłość. Tyle, że wczoraj nie było nerwów. Wczoraj mi było już tylko gościa żal.

Mogłabym coś z tym zrobić.

Mogłabym poprosić kilku znajomych, by w bardzo cierpliwy sposób wytłumaczyli mu jak się czułam. Mogłabym pójść na policję. Zadzwonić do jego rodziny, pracodawcy, znajomych. Największą jednak karą wydaje mi się to, że ten chłopak już zawsze będzie musiał ze sobą przebywać. Dziś jest zwykłą gnidą, która nie rozumie co robi. Ale jak zrozumie, do końca życia będzie widział gnoja w lustrze.

Na koniec jeszcze taka historia…

Któregoś lata w centrum miasta “sterroryzował” mnie jakiś naćpany idiota. Przez blisko dwie godziny groził i syczał, że zaraz mnie “zajebie”. Niewiele brakowało. Udało mi się uciec i wbiec do wozu policyjnego. Trauma. Dość szybko udało mi się ustalić kto to, nie chciałam jednak nic z tym robić.

Któregoś razu rozmawiałam o tym z pewnym bardzo dobrym pięściarzem. “Martusiu, nie można odpuszczać, powinien ponieść konsekwencje“. Odpuściłam. Kilka miesięcy później organizowałam event z tym pięściarzem. Zgadnijcie kto (nieświadomy kim jest organizator) wpisał się na listę uczestników, by się z tym pięściarzem zmierzyć…

Czasem samo się mści, czasem nie. Może mam rację i Bóg jest, a może nie mam i Boga nie ma. Ryzyko, że ktoś wyrówna rachunki lub chociaż pozwoli się spalić ze wstydu, jakieś jednak jest. Dobrze o tym pamiętać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *