moja metamorfoza, slider

No i jak wyniki Marta?

“Trudny z pani przypadek. Pani objawy są charakterystyczne dla guza, którego faktycznie rezonans pokazuje, ale to nie guz daje te objawy” – mniej więcej tymi oto słowami przywitała mnie w piątek lekarka. Huh.

Gdy szukasz odpowiedzi na niedające spać pytania, wpisujesz je w Google i wyskakuje “łagodny guz nowotworowy”, nie brzmi to zbyt pozytywnie. Ale nie da się ukryć, że piątkowa wizyta w szpitalu sprawiła, że po sześciu tygodniach w końcu odetchnęłam z ulgą.

Za pół roku powtórka z rezonansu. Jeśli nie urośnie, znaczy, że… się z nim urodziłam. A na to wszystko wskazuje.

Co więc dalej panno Marto?

Znacie tę reklamę baterii, w której działanie tych gorszych kończy się za szybko? Tak wyglądały moje ostatnie dni. Zupełnie jakby ktoś w ciągu dnia odłączył mi prąd. Po siedemnastej nie byłam w stanie rozmawiać nawet przez telefon, bo bałam się, że albo zemdleję w trakcie rozmowy, albo podczas niej zwymiotuję. Dzień w dzień tabletki na ból głowy, osłabienie jak przy grypie. No średniawka, wiecie.

Złe wyniki badań nie wzięły się znikąd, szukamy dalej. Razem z lekarką obstawiamy dwie możliwości i choć dla zdrowego człowieka brzmią niezbyt zachęcająco, dla mnie brzmią prawie wybornie. Urodzona optymistka? Zdecydowanie.

…a więc czekamy.

Problemy hormonalne, hiperprolaktynemia, insulinooporność i hipoglikemia to w sumie nic nowego. Zobaczymy co powie lekarz za kilka dni i co wykaże rezonans za pół roku, ale… jestem bardziej niż przekonana, że “masz coś z głową Marta” nie wzięło się znikąd, że po prostu urodziłam się z tym czymś w głowie gratis i że… jeszcze się ze mną pomęczycie!

Walka o zdrowie trwa. W piątek na długie miesiące pożegnałam hucznie wino i tort bezowy, wczoraj przywitałam leki. Jestem pewna, że teraz będzie kosa i że z każdym dniem będzie lepiej. Po prostu to czuję. I się uśmiecham.

I najważniejsze na koniec:

DZIĘKUJĘ Wam. Mówią, że kto jest kim, człowiek przekonuje się w kryzysie i… to prawda. Z uśmiechem mogę powiedzieć, że otaczają mnie bliscy, dalsi i całkiem obcy, ale jednak bardzo życzliwi ludzie. Jesteście super!

…i wybaczcie, że na blogu, a nie każdemu z osobna, ale liczba telefonów, smsów i wiadomości jaką mnie uraczyliście, zatkała mi telefon na dwa dni.

Póki co ściskam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *