slider

pędem nabędę

A w domu nikt nie czekał. Dwie maskotki, śpiący w transporterze kot i przyschnięte rośliny po tygodniowej tęsknocie za wodą ze szklanego dzbanka. Billie Holiday, katar, letnia herbata, pośladki odbijające się w wielkim telewizorze i kilka paczek z wydawnictwa.

Billie Holiday i albo wszystko albo nic, śpiewam głośno, zdarłabym gardło, ale gardło już zdarte. Ktoś zaspał z wypuszczeniem mnie na świat i nie urodziłam się w tych czasach, w których miałam się urodzić.

Trafiam na koniec internetu i czuję się aniołem. Wiem już, że nie trafię do piekła, bo przed piekłem kolejka zgniłych dzieci, które nie widzą przeszkód wśród przeszkód.

Kiedyś nagość taka wyjątkowa, dziś tylko nagość, kamera akcja i zbierasz punkty, by trafić do rankingu. Jesteś top topów, a jak ściągniesz majtki raz jeszcze, trafisz tam na sam szczyt i od podziwu jeszcze bardziej zepsutych brzydkich ludzi, wcale nie robi Ci się lepiej. Umiejętność to też średnia, jak i całe Twoje życie.

I jeszcze Ella wspaniała i blue skies smiling at me, syczę cicho, by samej siebie nie słyszeć, bo śpiewam nieładnie. I robi się trzecia i spać powinnam już naprawdę dawno, ale jeszcze uroczy Alois Pokora i przeziębienie, które spać nie daje.

Kiedyś ktoś zrobi ciepłą herbatę, pojedzie do apteki po coś na katar i okryję kołdrą i powie, że już pora i uśmiechnie się może zgrabnie. Albo przyjdzie i nie powie nic. Póki co spokój, Elka ukochana i dym z wszystkich niezapalonych papierosów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *