slider

O co Kęska spytał Jędrzejczyk – czyli słowo o Czarno na białym.

Kiedyś mieszkałam z takim redaktorem. „Marta, wydam jedną książkę, zmieniam zawód i obiecuję mieć więcej czasu”. Książkę wydał, czasu nie znalazł, po tygodniu wymyślił, że wyda kolejną i wtedy to mniej więcej odważyliśmy się pomyśleć, że choć uwielbiamy swoje towarzystwo, to chyba bliżej nam do przyjaciół niż zakochanej pary.

Kiedy prawie trzy lata później trzymam w ręce kolejną książkę nad którą pracował, wiem, że to była najlepsza decyzja. Hubert Kęska ma piękny talent i wyjątkowo nadaje się do spisywania ludzkich historii. Nierozsądnym byłoby, gdyby z tego zrezygnował. Historia Joanny Jędrzejczyk ma tyle smaczków, że grzechem byłoby ich nie wyciągnąć, a kto jak kto, ale Kęska w wyciąganie niewyciągniętego, grać potrafi.

Gdy usłyszałam o pomyśle wydania tej książki, nie byłam entuzjastką ów pomysłu. Poprzednią książkę Joanny Jędrzejczyk spisaną przez świetnego Przemka Osiaka, czytało się znakomicie. Czy coś można jeszcze dodać? Jak się okazuje; gdy ktoś żyje na tak wysokich obrotach… zdecydowanie można. 

Ciężko, ciężej?

Pierwsze słowo, które przychodzi mi na myśl po „Czarno na białym”? Despotyzm. Joanna wydaje się być hmmm… trudna do dzielenia z nią życia. Właściwie nie dziwi mnie, że jej związek nie przetrwał, a kolejne osoby, z którymi pracowała są w jej życiu przeszłością.

ALE!

Powiedzmy sobie wprost: nie wybrała sobie łatwej drogi. Kobieta i sporty walki? Ciężko. Kobieta i szczyt sportów walki? Jeszcze ciężej. Kobieta, sporty walki, związek, współprace marketingowe, udział w programach telewizyjnych, katorżnicze zbijanie wagi, życie na dwa domy (dwa światy?) – to już naprawdę wyższy poziom.

Nie da się nie wymagać od innych, gdy wymaga się od siebie. Trudno jest też o obiektywizm, gdy pędzący pociąg nie staje na żadnej stacji i nie ma czasu na oddech i refleksje. Czy uważam, że wiele osób z jej teamu zawiodło? Pewnie tak. Czy uważam, że wszyscy, którzy ją zawiedli byli tak słabi, jak widzi ich Asia? Niespecjalnie.

Być na szczycie, spaść ze szczytu, nie oszaleć – co najtrudniejsze?

Wspaniały związek i zdrada, wygrane i przegrane, wielki świat, pochwały i wymiociny czytane w komentarzach – internetowi wyjadacze nigdy nie zrozumieją jak mielona jest psychika na tym poziomie, bo nigdy na ten poziom nie wskoczą. Ciężki to rollercoaster i nie jest lekko się na nim utrzymać bez uszczerbku na zdrowiu.

Podziwiam Joannę, że w tym trwa. Podziwiam, że ciągle jej się chce. Podziwiam, że szuka swojej kobiecości, by pokazać wszystkim, że i tę stronę posiada, że walczy ze swoimi kompleksami, jak każda kobieta. Podziwiam, że próbuje się odnaleźć (?) lub hmmm wskoczyć na kolejny poziom. Podziwiam jej ambicję i podziwiam wytrwałość.

Książkę czyta się świetnie. Ja po prostu usiadłam i ją pochłonęłam. Historia Joanny Jędrzejczyk jest inspirująca, a przy tym pokazuje, że życie to coś więcej, niż to, co widzimy na Instagramie. Joannę Jędrzejczyk obserwują na Instagramie blisko dwa miliony (!!!) ludzi. Cieszę się, że wielu z nich po tej książce zrozumie, że nie ma nic za darmo.

Tekst nie tylko pokazuje szczyt sukcesu, pokazuje też do niego drogę. Drogę ciężką, drogę nie na skróty. Drogę na której często leżą kamienie, kłody, o których nie można mówić, którymi nie można się usprawiedliwić, a które jednak w naszym życiu nieustannie są.

Między Joanną a Hubertem widzę mnóstwo podobieństw, więc nie dziwię się, że tak się dogadali i że projekt “książka” wypalił. Zrobili dobrą robotę. Wierzę, że nie muszę Wam jej polecać, bo i tak po nią sięgniecie. Dobry wybór.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *