lifestyle, slider

THIS IS THE END

Wrześniowy wieczór, dziewięć lat temu.

Z głośnika wyciska się Leszek Mozdżer, z wanny wylewa się piana. “Będę blogerką kulinarną, o!” – myślę sobie. Świat blogów raczkuje, z polskich blogerek kulinarnych kojarzę tylko Elizę Mórawską. Wymyślam nazwę, jest zajęta. Wymyślam sto innych, również. W końcu trafiam na wolną, całkiem od czapy – “Bazyliowy Mus”. Trzy, dwa, jeden… start.

Moje pierwsze, “kulinarne” zdjęcie wygląda tak:

“Artystyczne” – myślę sobie. Chociaż nie mam pewności czy na pewno myślę. Ale sumiennie kleję kolejne wpisy, kupuję porządny aparat, działam.

Po dziewięciu miesiącach zarabiam pierwsze pieniądze dzięki marce “Winiary”. Pękam z dumy, bo choć nie po to założyłam bloga, zarabianie na nim drobniaków staje się coraz bardziej popularne.

wiosenne przepisy

Styczeń, 2015

Nadal prowadzę bloga, coraz lepiej na nim zarabiam. Nie tylko gotuję “dla zdjęć”, pracuję też jako szef kuchni. Po XXS, do którego przyzwyczaiłam się przez lata, zostają wspomnienia. Ruszam na siłownię.

Biegając na bieżni oglądam walki Carla Frocha. Skoro jestem w stanie robić to przez blisko 90 minut, z pewnością będę w stanie przebiec kilka kilometrów. Zapisuję na półmaraton, po miesiącu wychodzę sprawdzić swoje siły na zewnątrz.

Po trzech kilometrach czuję się tak, jakby ktoś mną właśnie zwymiotował.

Piszę o tym na blogu, puszczam raporty z treningów, poznaję coraz więcej biegaczy. Po dwóch miesiącach kończę poznańską “połówkę”, pół roku później zdobywam Koronę Polskich Półmaratonów.

W międzyczasie rzucam pracę, rzadziej gotuję, kulinarny Bazyliowy Mus zmienia się w “fit bloga“. Dorzucam wywiady z pięściarzami. Wciągam się. #healthylifestyle pełną parą. Żyję tylko z pieniędzy zarobionych na blogu. Czyli się da.

Luty 2016

“Marta, prowadzisz bloga, znasz się na tych sprawach lepiej niż ja, zajmiesz się marketingiem w moim klubie, jeśli go otworzę?”

Nie miałam pojęcia jak się za to zabrać. Pierwszą ofertę robiłam bodaj przez dwa tygodnie. Dziś taką samą robiłabym przez dwie godziny.

Klub rusza. Wymyślam eventy, ogarniam social media, robię kursy online, jeżdżę na kolejne szkolenia, konferencje. Dostaję kolejne zlecenia. Coraz częściej widzę wpływ bloga na moją pracę. Rozmawiam o tym z trenerem Gmitrukiem, ten namawia na przeprowadzkę do Warszawy.

Dokładnie w lutym 2017 tam ląduję.

W pierwszym miesiącu życia w Warszawie zarabiam rokordową kasę na blogu. Warszawski pęd mocno mnie wciąga. Zarabiam na blogu, pracuję w marketingu. Lecą miesiące, mija rok.

W moim super ułożonym życiu pojawia się stres, toksyczni ludzie, problemy ze zdrowiem. Najpierw łapię wirusa, który “zamyka” mi oczy, a z którego miesiącami próbuję się wygrzebać. Później zaczynam czuć, że coś jest nie tak. Tyję. I tyję. I tyję.

To wtedy zbieram się na odwagę, piszę o tym, że “ciężko pisać o FIT, kiedy tkwisz w FAT.“. Po tym wpisie dostaję w nocy kilkaset wiadomości i maili. Okazuje się, że heja, nie jestem sama. Hormony dają popalić wielu babom. Cieszę się, że mam wsparcie, choć nim zdążę mrugnąć okiem, tyję 18 kilo. Nie potrafię na siebie patrzeć w lustrze, czuję się jak parówa i unikam znajomych.

Ale walczę. Rozstaję się z chłopakiem, kilka miesięcy później otwieram swoją agencję. Trzymam michę, trenuję, gubię 20 kg.

Coraz rzadziej piszę, bo fascynująca praca i nieznajomość słowa “umiar”, ograniczają mój dzień do pracy i krótkiego spanka. Modlę się o to, by znaleźć chwilę na terapię, ale gdy zdobywam już numer do poleconego specjalisty, moje życie znów wywraca się do góry nogami.

…bo jak gdyby nigdy nic, nagle umiera mój Tata.

Po śmierci ojca zostaję w Poznaniu, zamykam spółkę, pracuję całymi dniami, wieczorami leżę z mamą i tępo gapię się w telewizor. Zajadam smutki, trochę tyję, ale usprawiedliwiam to nietrzymaniem diety.

Wracam do Warszawy, rozpędzam się do pracy i… przychodzi pandemia. Zaczynam się zastanawiać co jeszcze mnie spotka w tym porąbanym czasie? Za jakie grzechy ciągle mam pod górkę?

Ale pandemia mnie buduje. Tonę w książkach, mielę w sobie wiedzę. Choć przez sytuację w kraju tracę ogromne pieniądze, mam coraz więcej pomysłów na zdobycie nowych. Długo układam w sobie tę wiedzę, zaczynam rozumieć jak często zapominałam o sobie, by pamiętać o innych. Zmieniam się.

Na blogu piszę sporo intymnych tekstów. Mam w sobie dużo dobrej energii, choć znów czuję, że ze zdrowiem coś jest nie tak. Badania, konsultacje – szybko okazuje się, że jest sporo gorzej niż poprzednim razem. Cholera.

Gdy jesienią zaczynam zwiększać dawki leków, nie mam już siły. Zasypiam kilkadziesiąt razy dziennie. Męczy mnie wszystko. Zastanawiam się jak funkcjonują ci, którzy mają naprawdę poważne choroby. Skąd bierze siły ktoś po chemii? Czy naprawdę jestem tak słaba, że nie mam siły, czy może ktoś nie zauważył, że jestem bardziej chora? Tak było z tatą, może i tak jest ze mną?

Grudzień 2020

Odzyskuję siły. Robię biznesplan, każdego dnia wbijam sobie do głowy, by stawiać na siebie. Wybieram też to, co sprawia mi największą korzyść i większą przyjemność.

…a prowadzenie bloga “kulinarno-fitnessowego” już mi jej nie sprawia. Coraz bardziej wydaje mi się… głupie. Pisanie prywaty nie jest mi tu potrzebne, bo w zakamarkach internetu jest też blog, który od 13 lat prowadzę pod imieniem ukraińskiego chłopca, na którym to wywalam swoje najintymniejsze bebechy.

Czy więc pora grzecznie się ukłonić i powiedzieć “ciao Milusińscy”? Otóż chyba tak.

Blog ma w tej chwili kilkanaście tysięcy odsłon miesięcznie. To tyle co nic, ale skoro ktoś tu jeszcze po coś wchodzi, nie będę go kasować. Po prostu za kilka(naście) dni zmieni się w wizytówkę z archiwum tekstów i linkami do moich aktualnych projektów.

Jednym z nich jest tegoroczny obóz bokserski, na którym mam nadzieję spotkać kilku z Was.

Pozostałymi projektami będę spamować w mediach społecznościowych, więc do zobaczenia tam. Cioteczne buzi buzi i dzięki dzięki.

I nie wiem co się tam jeszcze dodaje, gdy wrzuca się ostatni wpis na bloga, ale heja, siemanko!

Poniżej wrzucam jeszcze kilka tekstów, o które najczęściej pytacie / o których najczęściej do mnie piszecie.

1. Przeczytałam coś niezłego

2. Jakie badania powinny robić kobiety?

3. Dziś byłoby Twoje święto, Tato

4. Metamorfoza – dzień pierwszy

5. Jaki będzie Twój pogrzeb?

6. Moje noce

7. Moja metamorfoza – rok później

8. Budzę się nago wczesnym wieczorem

9. Kochanie zawsze ma rację

10. …a może nie zdążysz?

Dodaj komentarz